Złoci medaliści z Pekinu, jak przed każdą wielką imprezą, przygotowywali się w Wałczu. – W sumie było OK, no może poza pogodą. Bardzo źle mi się pracuje, kiedy nie ma słońca. A praktycznie przez ostatnie dwa tygodnie padało. Czułem się trochę jak Robert De Niro w filmie „Depresja gangstera”. Na szczęście jakoś udało się przetrwać ten czas – śmieje się Kolbowicz, który denerwował się, oglądając, w jakich warunkach do startu w Londynie szykują się Chorwaci. – Strasznie im zazdrościłem. Słońce, upał. Zupełnie nie to co u nas – dodaje 41-letni wioślarz.
Mimo niewielkich problemów wszystkie założenia treningowe udało się zrealizować. – I to nawet z nawiązką! – chwali się Kolbowicz, choć nieco zastanawia go to, że na początku tego sezonu wyniki były nieco gorsze. – W moim odczuciu to dowodzi, że powoli budowaliśmy formę i wszystko przebiega zgodnie z planem. Czy tak jest naprawdę? Okaże się po starcie na igrzyskach.
W Wielkiej Brytanii będzie łatwiej niż przed czterema laty – tak przynajmniej uważa Kolbowicz. – Wtedy wygrywaliśmy wszystkie zawody. Byliśmy potrójnymi mistrzami świata, po prostu musieliśmy wygrać w Pekinie. Teraz, jako że miniony rok nie był dla nas najlepszy, presja jest nieco mniejsza – dodaje.
Od poprzednich igrzysk w Pekinie czołówka w czwórce podwójnej bardzo się wyrównała. Oprócz Polaków mocni będą też Chorwaci, Niemcy i Rosjanie. – Do tego Australia, Estonia i rewelacyjni ostatnio Włosi – wymienia jednym tchem Kolbowicz. – Razem z nami to siedem osad. A w finale jest tylko sześć miejsc. Dla kogoś start w Londynie skończy się wielkim rozczarowaniem – podkreśla.
Cała nasza czwórka narzeka, że nie będzie mieszkała w wiosce olimpijskiej. – Nie podoba mi się to, że wioślarze nie będą mieszkali tam, gdzie inni sportowcy, ani w pobliżu toru, tylko gdzieś daleko. Jak mówią, że dojazd zajmie 20–30 min, to pewnie będzie 40–50 min. Znając życie, na same dojazdy stracimy ze dwie godziny dziennie. A czas jest dla nas bardzo cenny – tłumaczy wioślarz.
W polskiej osadzie oprócz Kolbowicza do łódki wsiądą jeszcze Adam Korol, Michał Jeliński i Konrad Wasielewski. Wielkie ściganie zaczną 28 lipca o godz. 10:30. Finał o tej samej porze 4 sierpnia.
– Nawet nie wyobrażam sobie, aby mogło nas w nim zabraknąć – zapewnia Kolbowicz.
