Polscy siatkarze zebrali się wczoraj w stołecznym Centrum Olimpijskim, żeby złożyć uroczyste ślubowanie. Towarzyszyły im kamery wszystkich bez wyjątku stacji telewizyjnych, a także spora grupa młodych fanek siatkówki, dla których była to świetna okazja, żeby zdobyć autograf czy zdjęcie swoich idoli.
– Jesteście jedynymi reprezentantami gier zespołowych, którzy będą reprezentowali Polskę w Londynie. Dlatego chciałbym, żebyście przywieźli stamtąd medale, a marzę o tym, żebyście odbierali je na najwyższym olimpijskim podium – powiedział Andrzej Kraśnicki, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego.
Siatkarze uroczyście ślubowali, wysłuchali też w skupieniu „Mazurka Dąbrowskiego”. Po złożeniu olimpijskiej przysięgi wszyscy po kolei odbierali nominacje olimpijskie – jako pierwszy ten, o którym ostatnio jest najgłośniej, czyli Bartman.
– To kwestia alfabetu, a nie żadnych innych zasług – wyjaśniał później siatkarz. – Czy takie uroczystości mnie wzruszają? Powiem szczerze, że o igrzyskach myślę jako o turnieju, w którym w każdym meczu będę musiał dać z siebie wszystko. Na pewno pomaszerujemy też w ceremonii otwarcia igrzysk, bo pierwszy mecz czeka nas dopiero 29 lipca. O żadnych innych atrakcjach, typu zwiedzanie miasta, nie myślę. Nie mam zamiaru tracić energii, która będzie mi potrzebna w każdym spotkaniu na igrzyskach – wyjaśniał w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” Bartman, który do tej pory w kadrze miał wielkiego pecha. Często brakowało dla niego miejsca w składzie, kiedy grał jako przyjmujący i musiał rywalizować o miejsce w składzie z Bartoszem Kurkiem. Trener Anastasi znalazł jednak dla Bartmana nowe miejsce – ustawia go jako atakującego i okazało się to strzałem w dziesiątkę. Bartman zachwyca wysoką formą. W weekend wybrano go na najlepszego atakującego Memoriału Huberta Wagnera, który zakończył się wygraną biało-czerwonych.
– To było dla mnie duże wyzwanie. Na tej pozycji zaczynałem od zera i wszystkiego musiałem się nauczyć. Teraz jako kończący akcję muszę być cały czas skoncentrowany – opowiada Bartman.
Polacy w Londynie rozpoczną od meczu z najtrudniejszymi rywalami – Włochami. Oni podobnie jak Polacy też ostatnio prezentują bardzo wysoką formę, gromiąc kolejnych rywali w różnego rodzaju towarzyskich turniejach.
– Dla nas każdy mecz będzie równie ważny, a nie tylko ten pierwszy. Chcemy zająć pierwsze miejsce w grupie, które postawi nas w lepszej sytuacji wyjściowej przed ćwierćfinałami. Wszyscy rywale są bardzo trudni. Dlatego chcemy się koncentrować w każdym meczu, nie zaprzątać sobie głowy niczym innym niż jak najlepsza gra. Dlatego niech nie obrażą się moi koledzy i koleżanki z innych dyscyplin sportu, ale nie będę ich dopingował w czasie zawodów. Jestem teraz atakującym, a to pozycja, która w każdym meczu kosztuje mnie wiele sił. Dlatego pomiędzy meczami będę koncentrował się na odpoczynku i oszczędzaniu energii, a nie na spacerach po wiosce olimpijskiej i poznawaniu nowych osób – zapewnił Bartman.
Razem z kolegami siatkarz odleci dziś o godz. 7:50 z lotniska Okęcie lotem rejsowym do Londynu. Potem zespół uda się do wioski olimpijskiej. Pierwsze spotkanie z Włochami siatkarze zagrają w niedzielę o godz. 21. W piątek o godz. 22. Czeka ich jeszcze udział w uroczystości otwarcia igrzysk w Londynie.
– Dla nas wszystkich to najważniejsza impreza w życiu. Przez cztery lata przygotowania do Londynu kosztowały nas wiele wyrzeczeń. Jadę na igrzyska pierwszy raz, ale bardziej niż myśleniem o atmosferze, ekscytuję się walką o medal. Najlepiej złoty. Wiem, że niektórzy koledzy, jak np. Krzysiek Ignaczak, w igrzyskach startowali już po kilka razy. Nie mam jednak zamiaru pytać ich o wrażenia z poprzednich imprez. Dla mnie liczy się tylko to, żeby dotrwać w Londynie do 12 sierpnia, czyli dnia, na który zaplanowano olimpijski finał – zapowiedział pewny siebie Bartman.
Przeciwieństwem Bartmana był rozgrywający naszej kadry – Łukasz Żygadło. – To było moje pierwsze w życiu ślubowanie, bardzo się denerwowałem. Igrzyska siedzą bardzo mocno w mojej głowie. Nawet ta ceremonia była dla mnie czymś wyjątkowym. Czuję, że spełniam swoje marzenia – dodał Żygadło.
