Wimbledon to najbardziej prestiżowy turniej na świecie. W dobie kusych, barwnych kostiumów w Londynie nadal obowiązują tradycyjne ubiory w kolorze białym. Tylko tam w decydującym secie nie ma tie-breaka – gra się tak długo, aż ktoś osiągnie przewagę dwóch gemów. Kobiety tytułuje się „Miss” lub „Mrs”. Damski turniej gry pojedynczej to Ladies’, męski – Gentlemen’s Singles. Nawet chłopcy i dziewczęta do podawania piłek są rekrutowani z wybranych szkół.
Właśnie w finale Wimbledonu zagra Agnieszka Radwańska. To wielka nobilitacja i największy powojenny sukces naszego tenisa. Jeśli Isia wygra, zostanie też liderką światowego rankingu!
Rywalkę ma jednak znakomitą. I nawet nie chodzi o agresywny styl gry Amerykanki, wyjątkowo niewygodny dla Agnieszki. Serena Williams jest bowiem najbardziej utytułowaną ze wszystkich czynnych tenisistek. Z 13 zwycięstwami w turniejach Wielkiego Szlema, z których cztery odniosła na trawie Wimbledonu (ostatnie w 2010 r.), aż o sześć tytułów wyprzedza... swoją siostrę Venus. Ba, zajmuje 4. miejsce w erze open – tylko za Steffi Graf (22 tytuły), Christ Evert-Lloyd i Martiną Navratilovą (po 18). Jest w gronie zaledwie sześciu pań, które wygrały wszystkie 4 imprezy wielkoszlemowe. Obecnie w rankingu znajduje się za Agnieszką (na 6. miejscu), ale głównie dlatego, że ostatnio gra rzadziej. Ma już 30 lat, jej organizm czasem płata figle, nie omijają jej też kontuzje. Coraz częściej od tenisa odciągają ją też inne sprawy. Promowała własne linie mody, była współwłaścicielką klubu NFL Miami Delphins, występowała w filmach i udzielała się charytatywnie.
