Z pozycji widza wygląda to tak, że w tym teatrze tzw. wykonawcy, byli de facto kasjerami, którzy wzięli pieniądze za przedstawienie i zwiali. Za to na scenę posłali podwykonawców, czyli faktycznych wykonawców. Ci zaś nie wiedzieli, że to teatr, a nie budowa, a w teatrze trup na scenie ściele się gęsto. Kiedy więc po przedstawieniu zostali bez zapłaty, poszli protestować przed zamkniętymi drzwiami Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. W końcu Sejm uchwalił, że zapłaci im minister, ale tylko niektórym. Widownia nie wie, czy budowa autostrad w Polsce do szekspirowski dramat, w którym sceny tragiczne przeplatają się z komicznymi, czy raczej przedstawienie z ulubionego w Platformie Obywatelskiej gatunku: zabili go i uciekł.
