Polacy od 1989 r. nie potrafią wybrać władzy, która zrobiłaby porządek ze związkiem znanym z pijaństwa swoich dygnitarzy, który konsekwentnie spycha nasz najpopularniejszy sport na dno. Dziś sytuację w PZPN kontrolują prezesi związani politycznie z SLD i PO, którym to partiom wyborcy znowu odnowili mandat do wspólnego rządzenia. Podobno Polacy, przygnębieni skutkami tego rządzenia, potrzebują sukcesu piłkarskiego, który poprawiłby im samopoczucie, i oczekują, że odniesie go w ich imieniu reprezentacja. Tymczasem nie odniesie ona sukcesu na boisku, dopóki my sami nie odniesiemy go w porządkowaniu naszego państwa. Najpierw wygrajmy z degradującym wszystkie dziedziny życia, w tym piłkę, układem, a potem dopiero oczekujmy zwycięstw piłkarzy.
