Co robi reprezentant Polski po przegranych mistrzostwach Europy?
A co mogę robić? Siedzę w domu, rozpamiętuję Euro i czekam, aż dzieciaki skończą rok szkolny. Jeszcze kilka dni i z rodziną będziemy mogli wyjechać na wakacje. Na tydzień wybieramy się do ciepłych krajów, a później powrót do Turcji i zaczyna się ciężki okres przygotowawczy. Na wielkie wakacje nie ma czasu.
Świadomość, że zawiedliście, boli?
I to bardzo. Ja cały czas nie rozumiem, co się stało. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani, mentalnie silni. Zwarci i gotowi. Po pierwszej połowie meczu z Czechami byłem niemal pewny, że uda się awansować! Nie mam bladego pojęcia, dlaczego w drugiej części meczu zagraliśmy tak słabo.
Może w szatni stało się coś złego?
Ja się w przerwie rozgrzewałem na boisku, ale wiem od chłopaków, że było bardzo pozytywnie. Padły słowa otuchy, wzmocnienia, wsparcia. Chyba wszystko było tak jak powinno. Poza tym zdawaliśmy sobie sprawę, o co gramy, jak wielka jest stawka tego meczu. Dlatego wydaje mi się, że nikt nie potrzebował dodatkowej motywacji. Słyszeliśmy przecież tysiące kibiców, ich wsparcie i już sam hałas dawał świadomość, że musimy dać z siebie całkowicie wszystko.
Kiedy wchodził Pan na boisko, trener Franciszek Smuda miał dla Pana jakieś specjalne rady?
Nie, sam wiedziałem, co mam robić. Jedynie asystent Jacek Zieliński przekazał mi wskazówki odnośnie do stałych fragmentów gry. Poza tym ta zmiana była robiona szybko.
Przed nami eliminacje do mistrzostw świata w Brazylii. Jakie nastroje przed?
Żadne. Ciężko mi teraz wypowiadać się o eliminacjach, jeżeli właśnie zawaliliśmy najważniejszą imprezę w naszym życiu. Tak naprawdę niezależnie od tego, gdzie przyjdzie nam kiedyś grać, czy na mistrzostwach Europy, czy świata, już nigdy nie będziemy gospodarzami Euro. Dlatego proszę wybaczyć, ale na razie w ogóle nie myślę o wrześniu.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
