Na konferencji prasowej poświęconej sędziowaniu na Euro 2012 powiedział Pan, że na mistrzostwa przyjechali najlepsi sędziowie z całej Europy. Dlaczego w tym gronie nie ma Polaków?
Odpowiedź jest bardzo prosta: sędziów, którzy pracują podczas Euro, wybieramy z grupy „elite”, czyli najlepszych z najlepszych. Niestety, w tym gronie obecnie nie ma Polaków… Chciałbym, aby to się zmieniło, bo jednym z naszych celów jest zrzeszanie elitarnych arbitrów z różnych krajów.
Jestem przekonany, że oglądał Pan mecz otwarcia mistrzostw Europy. Uważa Pan, że czerwona kartka dla Wojciecha Szczęsnego, pokazana przez Hiszpana Carlosa Velasco Carballo, była słuszną, a nie pochopną decyzją?
Gdybym miał teraz tłumaczyć i oceniać każdą budzącą jakieś wątpliwości decyzję, musielibyśmy siedzieć tu aż do Bożego Narodzenia (śmiech). Nie mogę wnikać w szczegóły konkretnych incydentów, jeżeli nie ma wielkiej potrzeby ich wyjaśniania.
Zdecydował Pan jednak, że Carballo nie będzie sędziował już w kolejnych meczach na Euro. Jego postawa w spotkaniu Polski i Grecji miała duży wpływ na Pana wybór?
Musieliśmy zredukować liczbę składu sędziowskiego, więc różne czynniki wpływały na to, kto został, a kto musi wyjechać. Nie chcieliśmy mieć arbitrów tylko z krajów, których reprezentacje awansowały do ćwierćfinałów. A poza tym nie możemy zrobić tak, że jedna osoba będzie sędziowała pierwszą połowę, a druga drugą, więc to oczywiste, że do siedmiu spotkań nie potrzebujemy 12 sędziów.
Zapewne rozmawiał Pan z arbitrami, którzy sędziowali polskie mecze na mistrzostwach. Atmosfera na naszych stadionach była wspaniała, było bardzo głośno i czy nie przeszkadzało to sędziom w komunikacji? Nie zwiększało to presji?
Nie, na pewno nie. Nie zauważyłem żadnych problemów. Sędziowie to także członkowie tego wspaniałego show, jakim jest mecz, i na pewno nie przeszkadzają im kibice. Mają doświadczenie z najlepszych lig świata, z Ligi Mistrzów i są przyzwyczajeni do głośnego dopingu.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
