Gra nie układała się po myśli Portugalczyków, co irytowało zwłaszcza Ronaldo. Najdroższy piłkarz świata, z pieczołowicie przygotowaną fryzurą, nie wzbudzał sympatii widowni, nie tylko dlatego, że z niezadowolenia machał rękami. Kiedy był przy piłce, słychać było gwizdy, brawa pojawiały się po jego nieudanych zagraniach.
"CR7", jak jest określany w skrócie, rozkręcał się, a przez to gra jego drużyny nabrała rumieńców. Do wysiłku zmusili czeskiego bramkarza również mocnymi strzałami Nani i Joao Moutinho, a Hugo Almeida trafił nawet do siatki, ale ze spalonego. Czesi po przerwie stanowili czerwone tło dla ubranych na biało Portugalczyków, jednak gra bardziej porywała publiczność niż w pierwszej odsłonie.
Wreszcie w 79. minucie Cristiano Ronaldo dopiął swego. Po dośrodkowaniu Moutinho z prawej strony boiska strzałem głową pokonał Cecha. Radość była ogromna, również na trybunach, bo stanowiący większość widowni kibice neutralni zaczęli już wzdychać: "byle nie było dogrywki".
Strzelec gola przesłał telewidzom na całym świecie soczystego buziaka i mógł się szykować na konferencję prasową jako "man of the match". Portugalia w półfinale.
Mecz odbył się przy zamkniętym dachu. Na taką decyzję wpływ miały prognozy meteorologów, którzy przewidywali na czwartkowy wieczór możliwość burz i gwałtownych opadów. Jednak skończyło się na pokropieniu.

