Jak się czujecie po tym, jak wygraliście rywalizację w tej dziwnej i bardzo wyrównanej grupie?
Wspaniale! Najważniejsza była wiara we własne możliwości. Po pierwszym meczu, kiedy dostaliśmy lanie od Rosjan, nikt z nas nie zwątpił w sukces. Historia pokazała, że jeszcze żaden zespół nie odpadł po pierwszej przegranej. W 2008 i 2006 r. potrafiliśmy wygrać pierwsze spotkania, a i tak po fazie grupowej musieliśmy wracać do domu. Teraz umieliśmy wyciągnąć wnioski z poprzednich turniejów. Jedyne, z czym musieliśmy sobie poradzić, to wielka presja, która towarzyszyła nam przed spotkaniem z Grecją. Wiedzieliśmy, że druga porażka będzie oznaczała nasz koniec na Euro. Na szczęście poradziliśmy sobie i wygraliśmy 2:1.
Czy reprezentacja Czech zasłużyła na wygranie grupy?
Zdobyliśmy sześć punktów, najwięcej ze wszystkich drużyn w grupie, więc zdecydowanie zasłużyliśmy na pierwsze miejsce. Tak jak już mówiłem, pierwsza kolejka o niczym jeszcze nie decyduje. Po pierwszym meczu Rosjan każdy już widział ich w finale. A teraz wiadomo, że decydujące spotkanie mogą zobaczyć co najwyżej w swoich domach.
A jak wam się podoba we Wrocławiu, który jest waszą bazą na Euro 2012?
Czujemy się tutaj jak w domu. Kibice traktują nas jak lokalną drużynę. Gościnność, z jaką nas tu podjęto, naprawdę chwyta za serce. Nawet treningi są oglądane przez tłumy kibiców. Każde udane zagranie nagradzane jest brawami. Tak właśnie powinny wyglądać mistrzostwa Europy.
Całość wywiadu w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"
