Propagandowy atak na Polskę w czasie Euro 2012 kompromituje kilka złudzeń wpajanych społeczeństwu przez PO. Pierwszym z nich jest teza prezydenta Bronisława Komorowskiego, że „nikt na nas nie czyha”, tzn. że za granicą mamy samych przyjaciół. Czy są nimi też ludzie Władimira Żyrinowskiego zapowiadający puszczanie w Warszawie papierowych samolocików?
W pierwszych dniach Euro rysują się różne wizje tej imprezy. Prorządowe media nakręcają narodowy entuzjazm. Rząd chce mieć sukces, i to niezależnie od wyników na boisku. Sukces ma polegać na tym, że impreza toczy się w atmosferze ogólnej radości Polaków, szczęśliwych, że wreszcie mogą się bawić przy piwie w blasku piłkarskich gwiazd. Bo pod rządami PO staliśmy się normalnym narodem. Przy okazji władza i wyobcowane elity medialne integrują się ze społeczeństwem i pozyskują jego zaufanie.
Przeciętny Polak też chce mieć poczucie sukcesu, i nie do końca wiąże to z oczekiwaniem na zwycięstwa piłkarzy. Dobrze, że te mistrzostwa są u nas. Zasługujemy na to. Mamy nadzieję, że obędzie się bez wpadek. Przypinamy polskie chorągiewki do samochodów (teraz wolno). Po latach rozczarowań chcemy przełamania złej passy. Polska to fajny kraj, a Polacy są gościnnym narodem.
Tylko że akurat z tym są podczas Euro kłopoty. Bo ci inni - BBC, CNN - dają do zrozumienia, że mistrzostwa to poniekąd rzecz wstydliwa. Jak twierdzi w BBC piłkarz Sol Campbell, prestiżowe imprezy nie powinny się odbywać „we wschodnioeuropejskich krajach znanych z rasizmu i faszyzmu”. Ta narracja, faktycznie dominująca w międzynarodowych mediach, dziwnym trafem poprzedzona w USA kolejnym odgrzaniem tematu „polskich obozów śmierci”, wskazuje, na jaki opór nasze marzenia o integracji z Zachodem natrafiają na samym Zachodzie.
Kiedy dodać do tego plan wtorkowego przemarszu rosyjskich kibiców przez Warszawę i to, co może z niego wyniknąć – na ulicach i w światowych mediach – to mamy już całość układanki. Wygląda na to, że Euro jako impreza, która rzeczywiście mogłaby zmienić obraz Polski na Zachodzie, nie wszystkim jest na rękę. Trwa zatem stopniowe psucie atmosfery. W BBC zdjęcia ukraińskich nacjonalistów mają być dowodem na rasizm panujący… w Polsce. W Krakowie Holendrzy słyszą mityczne „monkey chants”, o czym znowu rozpisują się światowe agencje. Po takim przygotowaniu medialnym światowa opinia nie będzie zdziwiona, jeśli w następnych dniach w Polsce wydarzy się coś naprawdę poważnego, co będzie można przedstawić jako potwierdzenie opinii sączonej o Polakach jako narodzie nacjonalistów niegodnych Euro. Wystarczy poczytać wpisy w internecie, by stwierdzić, że nasze święto zostało w ten sposób podszyte goryczą i strachem przed prowokacjami.
Wywalczone w okresie rządów PiS mistrzostwa były szansą na pokonanie antypolskich stereotypów. Gdyby obok zdjęć z nowoczesnych stadionów pojawiły się w światowych sieciach telewizyjnych zdjęcia zagranicznych kibiców bawiących się na polskich ulicach, zatarłby się obraz Polski jako zacofanego kraju furmanek. Tymczasem zanosi się na to, że do materiałów o „wschodnioeuropejskim rasizmie” zagraniczne media dołączą wkrótce świeże zdjęcia awantur z Rosjanami. W przeszłości już nieraz przerabialiśmy podobne scenariusze pisane w Rosji i uwiarygodniane przez jej dobrowolnych pomocników na Zachodzie.
A wszystko to ma miejsce, gdy władzę w Polsce sprawuje partia nowoczesna, otwarta na świat, kochająca Rosję i całą postępową ludzkość. Tymczasem ani jej ideologia głosząca, że polskość to nienormalność, ani odsunięcie od władzy PiS nie zasłoniły Polaków przed obecną falą absurdalnych oskarżeń. Tym samym nadzieja, że gdy Polacy odetną się od tradycji, to świat da im święty spokój, właśnie legła w gruzach.
