Według organizatorów manifestacji, lokalizacja Euro w Polsce miała przyczynić się do rozwoju polskich miast, tymczasem te samorządy, które inwestowały w turniej, stanęły na skraju bankructwa. Jak podkreślili, podczas gdy na organizację Euro wydaje się miliardy złotych, w kraju obcina się wydatki na realizację podstawowych potrzeb społecznych.
Współorganizator protestu Jakub Grzegorczyk z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, "priorytetem w budżetach miast i budżecie centralnym zawsze jest rozrywka i aparat represji, a nigdy nie ma pieniędzy na wydatki socjalne, mieszkalnictwo i na godne pensje dla pracowników".
- Jesteśmy tutaj ze wszystkich miast-gospodarzy Euro, żeby powiedzieć elitom: my nie gramy w jednej drużynie. Lokatorzy poznańscy nie są w jednej drużynie z prezydentem miasta Ryszardem Grobelnym, pracownicy nie grają w jednej drużynie z pracodawcami, którzy w tej chwili zwalniają ludzi, ograniczają pensje i zmuszają do pracy na umowach śmieciowych – mówił Grzegorczyk przed przemarszem.
Uczestnicy protestu nieśli transparenty „Dość antyspołecznej polityki mieszkaniowej”, „Miasto dla mieszkańców”, „Mamy stadiony – nie mamy teatrów”, „Bilion długów, za rok – dwa P.O. DZIĘKUJ” i „Eksmitować urząd miejski”.

