Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Krwiak na łydce "Lewego"

Na trzy dni przed startem mistrzostw Europy z obozu Franciszka Smudy nadchodzą coraz bardziej niepokojące sygnały.

Autor:

Na trzy dni przed startem mistrzostw Europy z obozu Franciszka Smudy nadchodzą coraz bardziej niepokojące sygnały. Selekcjoner przychylił się do prośby piłkarzy i zmniejszył obciążenia przed spotkaniem z Grecją. – Zamiast popołudniowego treningu piłkarze dostaną wolny czas, który będą mogli spędzić z rodzinami – mówi Tomasz Rząsa.

W kuluarach spekuluje się, że Smuda przesadził z intensywnością treningów w Lienz. Już podczas zgrupowania w Austrii zawodnicy narzekali, że dostają mocno w kość. – Zasuwamy tutaj ostro, ale każdy z nas ma wiarę w to, że ta praca ma sens i zaprocentuje podczas Euro – mówił Jakub Wawrzyniak. – Tak ciężko nie pracowaliśmy u Leo Beenhakkera przed poprzednimi mistrzostwami – dodał Marcin Wasilewski.

Po siódmych potach wylewanych w Lienz piłkarze mieli łapać świeżość w Warszawie. Nic z tego. Nie pomógł trzydniowy odpoczynek i większy nacisk na ćwiczenia z piłką. W meczu z Andorą gra biało-czerwonych nie porywała. Rzucał się w oczy brak szybkości zwłaszcza u Roberta Lewandowskiego i Łukasza Piszczka. Do tego ten pierwszy został w sobotę solidnie skopany. Na wczorajszym treningu pojawił się ze specjalnym plastronem. Na łydce ma spory krwiak. – Robert trenuje na pełnych obrotach. Nie ma żadnych obaw, aby jego występ z Grecją był zagrożony – oznajmia Rząsa. I całe szczęście. Bo choć miejsce „Lewego” mogliby zająć Artur Sobiech lub Paweł Brożek, to ich forma jest bardzo daleka od optymalnej.

Wczoraj mogli się podciągnąć z taktyki. To właśnie szlifowanie optymalnego ustawienia było głównym zajęciem wybrańców Smudy na stadionie Polonii Warszawa. W gronie trenujących był Ludovic Obraniak, który udzielił kontrowersyjnego wywiadu francuskiemu magazynowi „Surface”. – Nie jestem częścią tej grupy i nie czuję się zintegrowany. Wiem, że na zgrupowaniach przez niektórych nie jestem witany z zadowoleniem – wyznał reprezentant Polski na łamach miesięcznika. Dla wszystkich piłkarzy te słowa były sporym zaskoczeniem. – Faktycznie, Ludo trzyma się nieco na uboczu. Głównym powodem jest to, że prawie w ogóle nie mówi po polsku i nie rozumie naszego języka. Nigdy jednak z jego strony nie dało się odczuć, że coś jest nie tak – mówi Adam Matuszczyk. Dziś stanowisko w tej sprawie ma zająć sam piłkarz Bordeaux, który będzie obecny na briefingu z dziennikarzami.


Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport