Aby wywalczyć awans do finałów, biało-czerwone musiały nie tylko wysoko pokonać w Kwidzynie Rosję. W niedzielę muszą jeszcze wygrać na wyjeździe różnicą co najmniej sześciu bramek z Czarnogórą.
O niespodziewanym sukcesie polskich piłkarek, przesądził zwłaszcza fragment drugiej połowy, kiedy Polki zdobyły osiem bramek z rzędu. W bramce przez całe spotkanie fantastycznie spisywała się też Izabela Czarna. Sukces biało-czerwonych przypieczętowała celnym rzutem w ostatniej sekundzie z prawego skrzydła Katarzyna Koniuszaniec.
Trener Rosjanek nie kryje rozgoryczenia z powodu przegranej.
- Nic nam w tym spotkaniu nie wychodziło. Moje zawodniczki sprawiały wrażenie, jakby weszły na parkiet wprost z bankietu i w ogóle nie wiedziały, o co w piłce ręcznej chodzi. Popełniliśmy mnóstwo błędów. Sam naliczyłem aż 18 zmarnowanych kontr i sytuacji sam na sam z polską bramkarką. Jeśli zanotujemy podobną liczbę błędów, to możemy nawet przegrać w niedzielę u siebie z Wielką Brytanią – powiedział po meczu Jewgienij Trefiłow.
Z kolei trener Polek jest dumny ze swoich zawodniczek i przyznaje, że wygrana w tym spotkaniu początkowo wydawała się być „mission impossible”.
- Jestem ogromnie dumny i szczęśliwy z tego, że pokonaliśmy Rosję, która jest jedną z najlepszych drużyn na świecie. Przez dwa lata ciężko pracowaliśmy na taki sukces i cierpliwie czekaliśmy na ten dzień. Na pewno dopisało nam trochę szczęścia, świetnie spisywała się też nasza bramkarka, ale mieliśmy również pomysł oraz wielką chęć pokonania Rosji. Podstawą tego zwycięstwa była jednak nasza wspólna praca. Triumf w tym spotkaniu wydawał się dla nas być „mission impossible”. Jeśli udało nam się wygrać z Rosją, to dlaczego nie możemy pokonać w niedzielę także Czarnogóry? - mówił po meczu trener Polek Kim Rasmussen.

