Dzisiaj w Sejmie odbyła się debata nad sprawozdaniem z przygotowań do piłkarskich mistrzostw Europy. Minister sportu Joanna Mucha przedstawiła obraz sielanki, jakbyśmy autostrady mieli niczym Niemczech, kolej jak we Francji, a piłkarzy lepszych od Brazylijczyków. W rzeczywistości kibice z całej Europy będą stać w ogromnych korkach, do większości dworcowy toalet lepiej, aby nie wchodzili, a nasza reprezentacja nie wiadomo, czy wyjdzie z grupy. Przesadzony obraz? Zdecydowanie nie.
- Nie ma autostrad, nie ma centrum sportowego czy szans na rozwój sportu masowego. Na dodatek, niektórymi posunięciami politycznymi rząd zniechęca Polaków do mistrzostw - mówi poseł Schreiber.
- Teraz używa się argumentu, że nie tyle nie udało się czegoś zrobić, tylko obietnice były na wyrost. A przecież Donald Tusk i jego ekipa systematycznie obniżali sobie poprzeczkę. Na dodatek pieniędzy mieli coraz więcej. I co z tego wyszło? O autostradach czy sytuacji na kolei nie trzeba mówić, bo Polacy doskonale ją znają. A niedociągnięć jest znacznie więcej. Umknął uwadze chociażby brak pod Warszawą pięknego centrum sportowego, na którym reprezentacja Franciszka Smudy mogłaby przygotowywać się do mistrzostw, a nie lecieć do Austrii – dodaje Schreiber. – Poza tym zaprzepaszczono ogromną szansę na modę na uprawianie sportu masowego. Tak jak nie ma kampanii, aby Polacy identyfikowali się z Euro. Dopiero teraz ruszyła akcja „Wszyscy jesteśmy gospodarzami”, kilkanaście dni przed meczem otwarcia. Na dodatek zaangażowały się w nią jedynie samorządy - współorganizatorzy mistrzostw. Bez wątpienia możemy mówić o porażce.
- Na pewno jesteśmy kibicami naszej reprezentacji i wierzymy, że chociaż piłkarze odniosą sukces sportowy – dodaje Grzegorz Schreiber.

