do Eurobasketu 2013, które odbędą się na przełomie sierpnia i września.
Obecność Gortata w naszej kadrze będzie oczywiście wielkim wzmocnieniem. Sam zawodnik chce przy tej okazji zmazać plamę, jaką pozostawił, gdy nie pomógł kolegom w mistrzostwach Europy w 2011 r. Wówczas nie chciał się zgodzić na występy w reprezentacji bez ubezpieczenia ze strony Polskiego Związku Koszykówki. Biedny jak mysz kościelna związek nie miał jednak blisko miliona złotych na ten cel. Wielu kibiców nie mogło wybaczyć Gortatowi dezercji. Tym bardziej że inne gwiazdy NBA stawiły się na turnieju na Litwie w komplecie.
– Tym razem nie ma kwestii ubezpieczenia. W zeszłym roku był lockout w NBA. Zawodnicy stracili ubezpieczenia, a ja nie mogłem ryzykować gry bez niego – wyjaśnia polski środkowy.
W eliminacjach do Eurobasketu 2013 w Słowenii Polska zmierzy się z Belgią, Szwajcarią, Finlandią i Albanią. Od 15 sierpnia do 8 września koszykarze rozegrają osiem spotkań.
– Nasi przeciwnicy prezentują średni poziom. Myślę, że powinniśmy awansować z tej grupy. Z Belgią mamy stare porachunki. Dlatego też nie wyobrażam sobie, żeby mnie zabrakło w reprezentacji Polski podczas tych eliminacji – mówi Marcin Gortat.
Przypomnijmy, że podczas mistrzostw Europy 2011 r. odmłodzona reprezentacja trenera Aleša Pipana pokonała m.in. faworyzowaną Turcję i była o krok od sensacyjnego awansu do drugiej rundy rozgrywek. Trudno mówić, „co by było, gdyby”, ale z Gortatem pod koszem realizacja tego celu byłaby na pewno łatwiejsza…
Jakkolwiek by oceniać zeszłoroczną decyzję łodzianina, trzeba jednak przyznać, że potrafi pokierować swoją karierą w NBA. W ubiegłym, skróconym przez lockout sezonie, stał się jedną z rewelacji ligi. Wystąpił w pierwszej piątce we wszystkich 66 meczach Phoenix Suns i notował doskonałe statystyki: 15,5 pkt., 10 zbiórki i 1,5 bloku na mecz. Aż 21 razy rzucał ponad 20 pkt. Fachowcy za oceanem już zaczęli mu przepowiadać rychłe występy w prestiżowym meczu All-Stars.
Polak do wszystkiego doszedł ciężką pracą, ale trzeba też przyznać, że bardzo wiele zyskał na współpracy z doskonałym rozgrywającym Stevem Nashem. Ich dwójkowe zagrania (głównie pick and rolle) siały postrach w szeregach rywali. Obecnie istnieje możliwość, że Kanadyjczyk wybierze grę w innym zespole, ale Gortat jest dobrej myśli.
– Już podczas ostatniego meczu sezonu rozpocząłem kampanię namawiania Steve’a do pozostania w naszym klubie – żartuje polski środkowy. – Przypominałem mu, że może trafić w jakieś zimne miejsce, nie tak słoneczne jak Phoenix. Poza tym nie wszędzie znajdzie takiego wysokiego gościa jak ja, który zawsze będzie biegał z nim do kontry. Phoenix Suns znalazło się w komfortowej sytuacji. Mamy połowę naszego budżetu, czyli Salary Cap do wykorzystania. Dzięki temu możemy zatrudnić klasowych zawodników, co automatycznie sprawi, że i Steve Nash powinien pozostać w klubie – wylicza Gortat.
Dzięki temu, że Phoenix Suns nie zakwalifikowało się do fazy play-off, polski środkowy miał sporo czasu na wypoczynek. Wakacje jednak dla niego już się skończyły i zaczyna przygotowania do nowego sezonu.
– W Orlando będę trenował indywidualnie przez 4–5 tygodni. Chcę popracować nad różnymi manewrami i pozostałymi aspektami gry, które pozwolą mi zrobić kolejny krok do przodu. Chcę również wzmocnić się fizycznie – tłumaczy Gortat.
Po okresie wzmożonego treningu łodzianin przyjedzie do kraju, gdzie wraz ze swoją fundacją poprowadzi obozy dla dzieci w różnych miastach Polski. Będzie także promował akcję budowy koszykarskich orlików oraz chce się wybrać na mecze reprezentacji Polski podczas Euro 2012.
– Myślę, że z Robertem Lewandowskim w ataku stać reprezentację Polski na sukces. Będę za nią trzymał kciuki – zapowiada Gortat.
