Gratuluję. Trener Franciszek Smuda w środę powołał Pana do szerokiej kadry przed mistrzostwami Europy. Kiedy selekcjoner czytał kolejne nazwiska, wstrzymał Pan oddech?
Nie, bo nie oglądałem relacji.
Dlaczego?
Akurat wracałem samolotem po meczu Tiereka z Wołgą Niżni Nowogród i dopiero w domu mogłem zajrzeć do internetu.
Był Pan zaskoczony?
Przed kilkoma dniami miałem jakieś przecieki. Rozmawiałem z Konradem (Paśniewskim, dyrektorem sportowym reprezentacji – przyp. red.) i domyślałem się, że raczej będę powołany. Ale wiadomo – kiedy zobaczyłem wszystko oficjalnie, poczułem ulgę.
W meczu z Wołgą Niżni Nowogród strzelił Pan bramkę i zaliczył asystę. Potwierdził Pan więc reprezentacyjną formę.
To prawda. Czuję się nieźle i mam nadzieję, że w dwóch ostatnich meczach ligi rosyjskiej znów coś wpadnie. Na razie mam na swoim koncie dwie bramki.
Wśród powołanych do reprezentacji zabrakło Sławomira Peszki. Byłby to Pana bezpośredni rywal o miejsce w składzie…
Tak, ale wydaje mi się, że w sprawie Sławka wszystko już zostało powiedziane.
Nie szkoda Panu kolegi?
Jasne, że szkoda. Nikt przecież nie chciałby być na jego miejscu. Ale trener powiedział, że nie zmieni zdania i słowa dotrzymał. Nie ma już chyba szans, żeby Sławek wrócił do kadry na mistrzostwa.
Czy oprócz Peszki trener Smuda zapomniał o jakimś zawodniku?
Trener wie najlepiej, kogo chce widzieć w kadrze, więc o nikim nie zapomniał. Miał w trakcie swojej kadencji starcia z różnymi zawodnikami – z Borucem, Żewłakowem, Iwańskim – i dlatego komuś może się nie podobać, że np. ci piłkarze nie zostali powołani. Ale to była decyzja Smudy i on za nią będzie odpowiadał. Szkoda tylko, że Ariel Borysiuk jest zaledwie na rezerwie. W Legii to był mój najlepszy kolega, mieszkaliśmy razem w pokoju. Liczyłem, że na Euro będzie podobnie.
Z 26 piłkarzy, którzy pojadą do Austrii, odpadnie jeszcze trzech. Czuje Pan niepewność?
Obóz przygotowawczy będzie kluczowy, dlatego rywalizacja na pewno będzie ostra. Prawdopodobnie odpadnie jeden zawodnik z każdej formacji, więc nikt nogi nie odstawi. Ja także. Przegrać grę na mistrzostwach na ostatniej prostej to bolałoby podwójnie…
Całość wywiadu w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"
