Śląsk Wrocław - 53 pkt, Ruch Chorzów - 52. Lech Poznań - 51. i Legia Warszawa - 50. Tak wygląda czołówka tabeli piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy po 29. kolejce. Największym zaskoczeniem jest utrata przez Legię pozycji lidera i spadek aż na czwarte miejsce. Zespół trenera Macieja Skorży jest bez wątpienia największym przegranym tej kolejki, a może i całego sezonu.
Prowadzenie w tabeli Legia straciła, ulegając w Gdańsku Lechii 0:1. Co ciekawe do czwartku Lechia nie była nawet pewna utrzymania w lidze. Drużyna z Gdańska na własnym stadionie nie wygrała od 28 listopada 2011 r. i w całym sezonie zdobyła zaledwie osiem goli - najmniej w roli gospodarzy w całej stawce. Okazało się jednak, że z konfrontacji z liderem to właśnie Lechia wyszła zwycięsko. Legioniści nie potrafili stworzyć klarownej sytuacji podbramkowej. Bohaterem spotkania został Jakub Wilk, który w 43. minucie strzałem z rzutu wolnego zdobył jedynego gola.
Konsekwencją porażki była utrata pozycji lidera i poważny spadek na czwarte miejsce w tabeli po przedostatniej serii meczów.
Po porażce rezygnację z funkcji przewodniczącego Rady Nadzorczej KP Legia Warszawa złożył Mariusz Walter - poinformowała oficjalna strona klubu.
W innych meczach 29. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Śląsk Wrocław wygrał przed własną publicznością z Jagiellonią Białystok 3:1, Ruch Chorzów pokonał na wyjeździe pogodzoną ze spadkiem i zamykającą tabelę Cracovię 2:0, a Lech Poznań - dzięki 22. trafieniu w sezonie Łotysza Artjoma Rudniewa - uporał się z Podbeskidziem Bielsko-Biała 1:0.
„Kolejorz” zwycięstwem w czwartek potwierdził wysoką formę w końcówce sezonu. To jego siódma wygrana w ośmiu ostatnich spotkaniach. Podbeskidzie, które już wcześniej zapewniło sobie utrzymanie, złapało za to zadyszkę i z utęsknieniem czeka na zakończenie rundy.
Jagiellonia, pod nieobecność najskuteczniejszego zawodnika - Tomasza Frankowskiego, nie potrafiła stworzyć groźnej sytuacji we Wrocławiu i dopiero w 71. minucie Tomasz Kupisz trafił do siatki. Była to jednak tylko kontaktowa bramka, bo Śląsk prowadził już 2:0 po dwóch golach zdobytych po stałych fragmentach gry. Trzy minuty przed końcowym gwizdkiem zwycięstwo i prowadzenie w tabeli wrocławian przypieczętował Przemysław Kaźmierczak. Na spółkę z podającym Sebastianem Milą pokazowo rozegrali rzut wolny.
Najłatwiejsze zadanie miał przed sobą Ruch. Cracovia już wcześniej straciła szanse na utrzymanie, dlatego do meczu podchodziła w wakacyjnych nastrojach. Było to widać na murawie, ale chorzowianie potrafili wykorzystać to dopiero w drugiej połowie. Najpierw trafił Arkadiusz Piech, a siedem minut później Marek Zieńczuk.
W ostatniej kolejce rozgrywek, w niedzielę, Śląsk czeka wyjazd do Krakowa na mecz z Wisłą, Ruch podejmie Lechię, Lech w Łodzi zagra z Widzewem, a Legia zmierzy się na własnym stadionie z Koroną Kielce.
Korona po porażce z Widzewem Łódź 0:2 odpadła w czwartek z rywalizacji o tytuł, ale nadal ma szansę, by wyprzedzić w tabeli Legię i zapewnić sobie czwarte miejsce. Nie zagwarantuje jej to jednak gry w europejskich pucharach.

