Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Jubileusz pogromcy Sowietów

Najwybitniejszy polski piłkarz lat 50. Gerard Cieślik w niedzielę będzie obchodził swoje 85. urodziny. – Gdybym mógł życie przeżyć jeszcze raz, to też zostałbym piłkarzem.

Autor:

Najwybitniejszy polski piłkarz lat 50. Gerard Cieślik w niedzielę będzie obchodził swoje 85. urodziny. – Gdybym mógł życie przeżyć jeszcze raz, to też zostałbym piłkarzem. Nie ma nic lepszego – powiedział człowiek, który w 1957 r. rzucił na kolana reprezentację Związku Sowieckiego.

Gerard Cieślik całą swoją karierę związał z jednym klubem – Ruchem Chorzów. Urodził się 200 m od jego starego stadionu. Jako dzieciak biegał na mecze, żeby podziwiać Wilimowskiego, Peterka i Wodarza. W 1939 r. jako 12-latek rozpoczął treningi w zespole Niebieskich. W 1944 r., w wieku 17 lat, jak wielu innych Ślązaków, został wcielony do Wehrmachtu. W pierwszej drużynie Ruchu zadebiutował tuż po wojnie, w 1945 r.  w A-klasie. W latach 1948–1959 już w I lidze rozegrał w Ruchu 237 spotkań, zdobywając 167 goli.

– Wszędzie jest dobrze, ale w domu najlepiej – mówi jubilat pytany, dlaczego całe życie związał z jednym tylko miastem. – Szkoda mi tylko tego, że nie mieliśmy takich możliwości kontaktów zagranicznych. Dziś nasi piłkarze grają przeciwko różnym drużynom. A gdzie my mogliśmy pojechać? Na Węgry, do Czechosłowacji. Dziś łatwiej się uczyć od najlepszych. Uważam, że dzisiejsi piłkarze są lepsi od tych dawnych, z moich czasów. Tyle że... jest im za dobrze. Od najmłodszych lat mają różne stypendia, inne dochody. A ja codziennie pracowałem od 6 do 14, a po południu dopiero mogłem trenować – wspomina Cieślik.

Tylko raz piłkarz był o krok od wyjazdu z Chorzowa. Do wojska chciała go ściągnąć Legia Warszawa. Wszystko było już ustalone i piłkarz miał dojechać na zgrupowanie do Zakopanego. Wtedy w jego obronie stanął Wiktor Markiewka, przodownik pracy i wielki kibic Ruchu. Górnik przerabiający 577 proc. normy przyjechał do Warszawy i wypalił podczas spotkania z premierem Józefem Cyrankiewiczem: „Nie bydzie Cieślik groł w Ruchu, nie bydzie wągla".

Na Śląsku Pan Gerard jest prawdziwą legendą. Powstał o nim film „Gra o wszystko" i książka „Urodzony na boisku". W reprezentacji Polski rozegrał 45 meczów, strzelił 27 bramek. W pamięci kibiców najlepiej zapisały się dwie strzelone legendarnemu Lwowi Jaszynowi w meczu z ZSRS w październiku 1957 r. na Stadionie Śląskim w obecności 100 tys. kibiców (zamówień na bilety było 400 tys.).

Reprezentacja Kraju Rad przyjechała do Polski zaraz po dwóch wygranych meczach z mistrzami świata Niemcami. Polska skazywana była na porażkę. Niespodziewanie nasza drużyna sprawiła jednak wielką niespodziankę, wygrywając 2:0 po golach Cieślika. Drugi z bohaterów meczu, bramkarz Edward Szymkowiak, którego ojciec zginął w Katyniu, ze szczęścia płakał jak bóbr.

– Końcowy gwizdek, zwycięstwo 2:1 i tłumy znoszą nas na rękach w kierunku szatni. Tej radości nie można opisać! Wszyscy ściskali się i całowali. Zewsząd płynęło „Sto lat". Wygraliśmy ten mecz olbrzymią wolą zwycięstwa. Nic w tym momencie nie było ważniejsze od pokonania „ruskich" – tak po latach wspominał ten mecz jego bohater.

Z okazji urodzin Pan Gerard najchętniej przyjmuje życzenia zdrowia i zdobycia przez ukochany Ruch 15. tytułu mistrza Polski. – Obie sprawy są jak najbardziej realne – stwierdził z uśmiechem.


Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport