Wraca Pani jeszcze myślami do poprzedniego sezonu?
Jestem bardzo zadowolona, był jednym z lepszych w moim wykonaniu. Na pewno udało się wejść na najwyższy poziom sportowy. Nie było możliwości, aby wykrzesać więcej. Dlatego czuję satysfakcję z dobrze spełnionego obowiązku.
Mimo wszystko nie udało się prześcignąć Marit Bjoergen.
Każdy sportowiec startuje po to, aby wygrywać. Ze mną jest tak samo. W minionym sezonie po prostu nie było możliwości wyprzedzić Marit. Nie lubię bawić się w żadne liczby czy statystyki. Kluczem dla mnie jest poziom sportowy. Po to tak ciężko trenuję. Mimo drugiego miejsca w klasyfikacji generalnej nie mam sobie nic do zarzucenia.
Czy to już apogeum Pani umiejętności?
Zdecydowanie nie. Jeszcze nie osiągnęłam stu procent swoich możliwości. Wiem, że da się wykrzesać jeszcze więcej, i to w każdym elemencie – technicznym, taktycznym czy wytrzymałościowym. Rezerwy ciągle mam bardzo duże, ale faktem jest, że z roku na rok stają się one coraz mniejsze.
Jak będą wyglądały przygotowania?
Podczas długich zgrupowań myślimy z trenerem o ważnych dla nas startach. Będąc w Nowej Zelandii, myśleliśmy i rozmawialiśmy o Tour de Ski czy Pucharze Świata w Polsce. Moje myśli często też wybiegały do „trzydziestki” w Oslo, choć tu akurat nie wyszło idealnie, bo było drugie miejsce, choć też przecież nie było źle. Podstawowe cele udało się zrealizować jeśli nie w 100 proc., to w 99.
Całość wywiadu w środowej "Gazecie Polskiej Codziennie"
