Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Niezwykły wyczyn polskiego żeglarza

W 222. dniu samotnego rejsu wokół globu Tomasz Cichocki na jachcie „Polska Miedź” minął przylądek Horn.

Autor:

W 222. dniu samotnego rejsu wokół globu Tomasz Cichocki na jachcie „Polska Miedź” minął przylądek Horn. 53-letni żeglarz z Olsztyna, który 1 lipca wypłynął z francuskiego Brestu, pokonał dotychczas 22 tys. mil morskich (ponad 40 tys. km).

- Z powodu awarii systemu łączności satelitarnej nie mamy kontaktu z naszym kapitanem od 21 listopada. Jednak dwukrotnie otrzymaliśmy od niego wiadomości przez pośredników. Pierwszą w Boże Narodzenie, a drugą 31 stycznia. Tego dnia odebrałem telefon od Jurija Żukowskiego, rosyjskiego kapitana norweskiego statku towarowego Clare, oddalonego od Polskiej Miedzi o 20 mil. Tomek przekazał za pomocą krótkofalówki, że czuje się dobrze, nie potrzebuje pomocy i potwierdził, że jego celem jest Brest - powiedział menedżer Cichockiego i szef Around The World Delphia Project Krzysztof Mikunda.

Podkreślił, że mijając osławiony Horn polski żeglarz dostał od pogody nagrodę.

- Tomek, ze względu na dobrą widoczność, mógł obserwować ten moment i sycić się do woli widokiem skalistego przylądka, najgorszego miejsca na Ziemi, umownej granicy między Pacyfikiem a Atlantykiem. Łaskawy był również wiatr, a także i fala, która zapewne mu nie dokuczyła, gdyż jej wysokość nie przekraczała pięciu metrów - wspomniał Mikunda.

Skalisty przylądek został tak nazwany przez holenderskiego żeglarza Willema Schoutena, który opłynął go jako pierwszy 26 lipca 1616 r. Nadał mu nazwę Kaap Hoorn na cześć holenderskiego miasta Hoorn, z którego pochodził. Angielscy żeglarze uprościli nazwę tak, aby dało się ją łatwo wymówić (horn - róg). W Hiszpanii jest on znany jako Cabo de Hornos, co dosłownie oznacza „przylądek piekarnika” (horno - piekarnik, kuchenka).

Po raz pierwszy biało-czerwona bandera pojawiła się na tym owianym ponurą sławą krańcu Ameryki Południowej 75 lat temu. 1 marca 1937 r. żaglowiec ówczesnej Państwowej Szkoły Morskiej w Gdyni „Dar Pomorza” opłynął Przylądek Nieprzejednany, mając na pokładzie 200 osób, w tym 150 studentów.

- Gratuluję Tomaszowi Cichockiemu, to z całą pewnością wielki wyczyn. Tam zawsze wieje grozą i jest to faktycznie najgorsze miejsce na Ziemi. Takich sztormów jak tam, chyba nigdzie indziej nie ma. W latach siedemdziesiątych, wykonując badania naukowe, kursowałem na trasie Antarktyda - Horn z co najmniej 120 razy - powiedział komendant „Daru Pomorza”, 68-letni Jan Sokołowski.

Menedżer Cichockiego i szef Around The World Delphia Project Krzysztof Mikunda zwrócił uwagę na dość ciekawy zbieg okoliczności daty minięcia Hornu przez Cichockiego.

- Był to 222. dzień rejsu, który wypadł drugiego dnia, drugiego tygodnia, drugiego miesiąca, drugiego roku drugiej dekady drugiego tysiąclecia. Żeby było jeszcze ciekawiej, Polska Miedź mniej więcej w tym momencie przekraczała barierę 22 tys. przepłyniętych mil - dodał menedżer kapitana.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Sport