Hańba, jaką zafundowały Polsce futbolowe gwiazdy z Białegostoku podczas dwumeczu w Lidze Europejskiej z przedstawicielem…piątej drużyny ligi z Kazachstanu, jest wynikiem nie tylko żenującej postawy jedenastki Jagiellonii, ale również opinii o naszym futbolu w piłkarskim świecie. Najgorsza w historii lokata drużyny narodowej, korupcja, afery bunga bunga i alkoholowe mają duży wpływ na naszych rywali, ponieważ trenerzy nawet najsłabszych drużyn w Europie motywują swoich podopiecznych następująco: „Chłopcy, macie niepowtarzalną, realną szansę pokonania tej polskiej miernoty. Oni dobrze grali i zdobywali medale na wielkich imprezach – ale kiedyś, natomiast od ładnych paru lat są mocni, ale w buzi, czyli mówiąc kolokwialnie, potrafią tylko pyskować”. Ogromny wpływ na taką opinię ma drużyna Donaldinio, a właściwie jej były czołowy drybler, z charakterystyczną „hazardową kiwką” Miro. D., który z sobie tylko znanych powodów odwołał kuratora z PZPN-u. Wówczas publicznie powiedziałem, że od tego momentu rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe w polskiej skopanej, które niestety trwają do dziś.
A tak na marginesie, to w temacie „pyskówek” rząd RP pełnymi garściami czerpie ze skopanych decydentów i wtórujących im pismaków-wazeliniarzy, o czym świadczy wypowiedź „chłopo-ministra” w sprawie embarga nałożonego przez Rosję na nasze warzywa. Otóż szef resortu rolnictwa, niejaki Marek Sawicki, pod koniec czerwca publicznie zagroził, że jeśli negocjatorzy unijni nie wymuszą na Rosji zniesienia zakazu, to on osobiście wkroczy do akcji i będzie po sprawie. Podobno, jak mówią wtajemniczeni, prezydent Miedwiediew i premier Putin po groźbach ministra przez kilka nocy nie mogli zmrużyć oka, lecz mimo wszystko główny lekarz Rosji Genadij Oniszczenko oświadczył 6 lipca, że dopuszczenie warzyw z Polski zostaje bezterminowo odłożone. Na takie lekceważące potraktowanie kraju, który od tygodnia pełnił prezydencję w Unii, pan Sawicki filozoficznie oświadczał: „Jestem zdziwiony tą decyzją”. A ja nie, bo mam jeszcze świeżo w pamięci, jak ponad rok temu premierzy Polski i Rosji serdecznie przywitali się w Smoleńsku, co miało dawać nadzieję na przyszłość. Niestety, jak dotychczas dobitnym dowodem „współpracy” jest rdzewiejący wrak samolotu, hańbiący raport MAK-u i odwlekanie upublicznienia raportu niejakiego Jerzego Millera.
Podobne zagrywki obserwujemy w meczu drużyny rządowo-pezetpeenowskiej z kibicami, w którym ponoć obydwu rywalizującym stronom zależy na wyeliminowaniu z naszych stadionów bandytów i terrorystów. Tyle tylko, że Tusko i Latoludkowie od początku faulują i grają nie fair, bo po bydgoskim skandalu, którego winowajcą był PZPN, kary posypały się na kluby i prawdziwych kibiców. Jeden z proszących o zachowanie anonimowości POlityków powiedział mi, że facio, który doradził premierowi tę bezsensowną walkę z prawdziwymi kibicami, to ten sam, który ponad rok temu był animatorem prośby do zarządu Legii o zniesienie zakazu stadionowego dla 16 zadymiarzy (podpisało ją pięciu prominentów PO, z Małgorzatą Kidawą-Błońską i Andrzejem Halickim na czele).
Jedno jest pewne: jeśli teraz, podczas rundy jesiennej, nie wyłapiemy zadymiarzy i nie zastosujemy wobec nich zakazów stadionowych oraz nie „zaobrączkujemy ich”, to podczas Euro 2012 będziemy mieli wiele zadymo-powtórek z Bydgoszczy. Przypomnę tylko, że kiedy za rządów PiS i prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego nasza i niemiecka policja wspólnie sporządziły listę ok. 2000 terrorystów stadionowych, których nie wpuszczono na niemieckie stadiony, to najlepszymi kibicami MŚ 2006 zostali okrzyknięci Polacy, o czym świadczy list gratulacyjny prezydenta FIFA Seppa Blattera do ówczesnego prezesa PZPN Michała Listkiewicza.