Apogeum kampanii wyborczej, 27 sierpnia. Stadion Narodowy w Warszawie. 55 tys. widzów, w tym wszyscy najważniejsi oficjele, z prezydentem, premierem, ministrami, posłami rządzącej koalicji, senatorami. Jest też oczywiście prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Liczne grono ludzi kultury i sztuki. Radość wypełnia serca, entuzjazm wylewa się z ław VIP-owskich. Oficjalne otwarcie najnowocześniejszej areny w naszej części Europy to wielkie widowisko. Imponująca orgia muzyki, tańca, efektów specjalnych, sztucznych ogni, laserów. Nowoczesna technologia i porywająca sztuka wprzęgnięta w służbę krajowi i kierującej jego losami formacji. Miejsc dla malkontentów i sekciarzy nie przewidziano. Cały kraj widzi za to oświeconego przywódcę i dwór jego najbardziej oddanych współpracowników.
Realizatorów widowiska wybrano w drodze międzynarodowego konkursu. Postawiono im niezwykle wysokie wymagania. Miał to być spektakl na najwyższym światowym poziomie zarówno od strony realizacyjnej, technicznej, jak i widowiskowej. Podczas tego niezapomnianego wydarzenia miała wytworzyć się niezwykła energia, nawiązując do hasła imprezy: „Energia Pokoleń – spektakl o pasji, marzeniach i emocjach”.
Impreza ta z założenia miała się samofinansować – frekwencja na stadionie stuprocentowa, więc państwo i partia miały nic do imprezy nie dokładać. Nie miała ona też, broń Boże, nic wspólnego z kampanią wyborczą.
Ta piękna artystyczna wizja dokonań ostatniego dwudziestolecia wznosiłaby się ponad skrzeczącą rzeczywistość, ale – niestety – nie zostanie zrealizowana. Skoro premier powiedział, że stadion będzie gotowy dopiero na 30 listopada, to na pewno tak powiedział. Słowu premiera trzeba wierzyć tak jak jego obietnicom wyborczym. Na stronie internetowej Narodowego Centrum Sportu widnieje wciąż informacja (umieszczona tam w maju), pt. „Już w sierpniu pierwsze imprezy na Stadionie Narodowym w Warszawie”, w której czytamy: „Narodowe Centrum Sportu informuje, że wbrew pojawiającym się doniesieniom medialnym, nie zmienia się harmonogram pierwszych imprez zaplanowanych na Stadionie Narodowym w Warszawie”. Wszystko jednak wskazuje, że „Energii Pokoleń” nie będzie.
Koziołki ofiarne
Jeszcze miesiąc temu zapowiadano, że zaplanowany harmonogram letnich imprez na Stadionie Narodowym będzie w pełni zrealizowany. Jednak już wtedy premier zasugerował, że Euro 2012 jest zagrożone. Winni temu nie byli jednak jego ludzie, którzy doprowadzili do monstrualnych opóźnień i bałaganu na budowie. Donald Tusk ujawnił, że przyszłość Euro w Polsce stoi po znakiem zapytania z powodu... kiboli. Na specjalnej konferencji prasowej 11 maja oświadczył, że jeśli Polska nie zdąży wdrożyć nowych przepisów, zapewniających kibicom bezpieczeństwo, Euro 2012 będzie zagrożone. Komentatorzy zwracali uwagę, że to pierwsze tak mocne słowa szefa rządu w tej sprawie. Premier Tusk przestrzegł, że międzynarodowe organizacje piłkarskie mogą podjąć jakąś radykalną decyzję. „Dobrze wiecie, jak na tym tle wyczulone są władze piłkarskie, światowe i europejskie, ale i my tu w Polsce coraz bardziej” – martwił się szef rządu, mimo że wcześniej nikt nie mówił o odwołaniu Euro 2012 z powodu wtargnięcia kibiców na murawę stadionu w Bydgoszczy. Po ostrzeżeniach premiera komentatorzy zaczęli spekulować, że sytuacja musi być poważniejsza, niż wszyscy dotychczas sądzili, a przez następne tygodnie wojna z „kibolami” stała się głównym zajęciem rządu i prorządowych mediów.
Ciekawe, że premier wspominał o zagrożeniu Euro 2012 z powodu kiboli już po tym, jak ukrywane opóźnienia w realizacji związanych z mistrzostwami projektów stały się katastrofalne. Opóźnienie na Stadionie Narodowym sięgało w tym czasie co najmniej czterech miesięcy, czyli zakończenie budowy przesuwało się z połowy roku na okres po wyborach. Tutaj nie chodziło już tylko o kompromitację Polski związaną z niewywiązaniem się rządu Tuska z podstawowego zobowiązania wobec UEFA, lecz również o to, że wielkie projekty Euro nie będą wykorzystane jako symbole rządowych triumfów w kampanii wyborczej. A przecież wszystko wydawało się wcześniej sprzyjać miłościwie nam panującemu.
Warunek sine qua non
Już przed trzema laty szef UEFA Michel Platini podkreślał, że warunkiem koniecznym, który pozwoli na zorganizowanie imprezy w Polsce i na Ukrainie, jest ukończenie budowy stadionów w Warszawie i Kijowie na rok przed mistrzostwami. Dokładnie rok przed inauguracją, a więc w dniu, kiedy stadion miał być gotowy, premier Tusk ogłosił na placu budowy, że stadion oddany zostanie już za 175 dni. Ta deklaracja jest tak samo wiarygodna jak wszystkie inne obietnice premiera. Kilka tygodni przed podanym przez szefa rządu terminem odbędą się przecież wybory, które spowodują przemeblowanie sceny politycznej. Zmieni się zapewne koalicja rządząca. Jeśli premier zapowiada, że Stadion Narodowy zostanie oddany dopiero po wyborach, to oznacza, że przeanalizował na pewno wszelkie warianty i stwierdził, że zakończenie prac przed wyborami jest absolutnie niemożliwe. Inaugurację stadionu będzie więc świętował już nie on, lecz kolejny gabinet. I nie wiadomo, kto nim będzie kierował.
Można jednak przypuszczać, że do tego czasu zmienią się ministrowie sportu i infrastruktury, gdyż są oni najmocniej krytykowanymi przedstawicielami rządu. Ich następcy z pewnością nie będą chcieli brać na siebie odpowiedzialności za błędy poprzedników. A że z głównymi obiektami Euro 2012 będą problemy, jest prawie pewne, bo już dziś znamy długą ich listę, po zmianie rządu nabiorą one dramatycznego wymiaru. Z punktu widzenia bezpieczeństwa Euro 2012 lepiej byłoby otwartą dyskusję na temat opóźnień przeprowadzić już teraz i natychmiast powołać komisję śledczą w tej sprawie, co pomogłoby nam uniknąć wielu kolejnych wpadek. Gdyby PO już teraz powołała na szefów resortów infrastruktury i sportu bezpartyjnych fachowców, aby zaczęli porządkować bałagan, to może udałoby się jeszcze uratować kraj przed wizerunkową katastrofą. Takie działanie byłoby korzystne i dla Polski, i dla rządu. Oczywiście jest to tylko pobożne życzenie oparte na założeniu, że rząd kieruje się interesem kraju i zdrowym rozsądkiem.
Bez planu B
Niepokój w sprawie tempa naszych przygotowań do Euro 2012 Michel Platini wyrażał już w 2008 r., kiedy UEFA dała Polsce i Ukrainie „sygnał, żebyśmy się ocknęli”. „Taki rozwój wydarzeń jest dla nas nie do zaakceptowania. Nie możemy tak dalej działać” – mówił Michel Platini. Podkreślił również, że nie ma żadnego planu B, który miałby zostać zrealizowany w razie problemów organizacyjnych w Polsce. Platini deklarował ponadto, że UEFA zrobi wszystko, a nawet więcej, żeby Euro 2012 odbyło się w Polsce i na Ukrainie.
Takie enuncjacje napełniały spokojem rząd i jego spółki celowe, powołane do sterowania przepływem gigantycznych pieniędzy z budżetu na przygotowania do Euro. W grudniu ub.r. na spotkaniu podsumowującym kolejny rok przygotowań do mistrzostw minister Adam Giersz zapewniał, że „nie ma żadnych zagrożeń dla kluczowych przedsięwzięć”. „Zdążymy ze stadionami – mówił. – Wszystkie będą gotowe w lecie 2011 r., czyli na rok przed imprezą, czego wymaga UEFA. Zostanie więc odpowiednio dużo czasu na przystosowanie ich do potrzeb UEFA i przetestowanie”.
Według władz jeszcze na początku roku opóźnienie było znikome i łatwe do nadrobienia. Wzrosło ono ponoć dramatycznie dopiero na wiosnę. W kwietniu sięgnęło 16 proc., czyli ponad 100 dni. Oczekiwano, że wykonawca zmobilizuje się do pracy i zatrudni więcej robotników, którzy jeszcze szybciej będą biegać z taczkami. Jak w dowcipie z epoki socjalizmu. Na pytanie, dlaczego wszyscy na budowie biegają z pustymi taczkami, pędzący robotnik odpowiada: „Zapieprz tu taki, że nie ma kiedy załadować”.
Budowa Stadionu Narodowego stanie się z pewnością tematem licznych doktoratów z matematyki i fizyki. Jeszcze przez wiele lat naukowcy będą badać, jak w ciągu trzech miesięcy można zwiększyć opóźnienie w budowie o cztery miesiące? Albo jak w czasie dwóch miesięcy można nadrobić trzymiesięczne opóźnienie? Dla nadzorców robót na Stadionie Narodowych proponujemy wysokie nagrody pieniężne za sukces i zgłoszenie ich jako kandydatów do Nagrody Nobla z ekonomii.
Podane 8 czerwca przez premiera Tuska pięciomiesięczne opóźnienie w budowie to nie tylko kompromitacja rządu. Grozi to także największym blamażem Polski w tym wieku. Ministerstwo Sportu i jego spółki celowe w połowie maja nadal okłamywały opinię publiczną, że projekt jest realizowany zgodnie z harmonogramem, a wszystkie zaplanowane imprezy na Stadionie Narodowym odbędą się w terminie. Jeszcze 19 maja NCS oficjalnie zapowiedziało, że za tydzień rusza sprzedaż biletów na wielką imprezę akrobacji motocyklowych. Cały czas opowiadano bajki o imponującej imprezie otwarcia Stadionu.
Cały artykuł znajduje się w aktualnym wydaniu „GP” dostępnym w kioskach
W sprzedaży jest numer miesięcznika "Nowe Państwo" poświęcony kibicom i napisany przez samych kibiców, zarówno aktywnych, jak i "pikników". Zbiór publicystyki kibolskiej, jakiego jeszcze w polskiej prasie nie było. Odtrutka na propagandę "Gazety Wyborczej", nagonkę rządu Tuska i bełkot telewizyjnych celebrytów.
