Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Zabrali rodzicom noworodka, bo są niepełnosprawni. Adwokat: Znieczulica

Antoś niedługo po narodzinach został odebrany swoim rodzicom i przekazany rodzinie zastępczej 500 km od domu. Powodem była niepełnosprawność rodziców, którzy jednak deklarowali, że będą w stanie zająć się dzieckiem. Nie otrzymali pomocy w wypełnieniu dokumentów w celu uzyskania asystenta rodziny. – Widać brak pomocy i zaangażowania. Jako adwokat jestem przerażony – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl adwokat rodziny Ernest Ziemianowicz.

Historia Patrycji Wiżgały i Łukasza Knapczyka oraz ich synka Antosia z Lwówka Śląskiego ujrzała światło dzienne w programie „Reporterzy” TVP. Lekarze z Wojewódzkiego Centrum Szpitalnego Kotliny Jeleniogórskiej zgodnie uznali, że rodzice chłopca nie poradzą sobie z opieką nad nim. Matka porusza się na wózku inwalidzkim i za pomocą balkonika, a ojciec leczy się psychiatrycznie, ale przekonuje, że jest pod stałą opieką lekarzy i funkcjonuje normalnie. Gotowość do sprawowania opieki nad Antosiem zgłaszała też jego babcia.

Reklama

Lekarze obserwowali rodzinę tylko przez dobę. W oświadczeniu po nagłośnieniu sprawy dyrekcja szpitala przekonywała, że dochowano wszelkich procedur mających na celu ochronę noworodka. Szpital o swoich wątpliwościach co do rodziców mejlowo poinformował opiekę społeczną w Lwówku Śląskim, która następnie wystąpiła do miejscowego sądu o zabezpieczenie dziecka. Sąd z kolei ustanowił rodzinę zastępczą ok. 500 km od rodzinnego domu Antosia. MOPS tłumaczył, że nie zastosowano innej formy wsparcia, np. asystenta rodziny, ponieważ… nie było takiego wniosku.

- Chcemy uzyskać urlopowanie Antosia, które wymaga zgody sądu rodzinnego – mówi nam adwokat Ernest Ziemianowicz. Wyjaśnia, że urlopowanie polega na umożliwieniu rodzicom zabrania dziecka z rodziny zastępczej do domu tymczasowo. – Chodzi o to, żeby dać im szansę, aby mogli zaopiekować się Antosiem na przykład przez kilka dni. Wszystko odbyłoby się pod kontrolą kuratora sądowego i asystenta rodziny. Okazało się, że MOPS zaoferował rodzicom usługę asystenta rodziny. Szkoda, że tak późno, ale cieszymy się, że jest – mówi adwokat. Podkreśla, że ważne jest, aby sąd przesłuchał rodziców. Rodzina będzie też walczyć o zmianę trybu zabezpieczenia, np. przekazanie Antosia pod opiekę babci.

- Mają skromne, ale własne mieszkanie. Ci ludzie nie otrzymali odpowiedniego wsparcia chociażby na przystosowanie ich mieszkania między innymi dla potrzeb pani Patrycji – zwraca uwagę adwokat rodziny. Ocenia, że zabrakło przewidywalności.

- Widać brak pomocy i zaangażowania. Jako adwokat jestem przerażony. Pracownicy opieki społecznej przyszli, powiedzieli, że będzie asystent rodziny, zostawili im plik dokumentów, ale nie pomogli ich wypełnić, ja to zrobiłem. Niestety widać znieczulicę i brak empatii – mówi adwokat Ernest Ziemianowicz.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama