Od 60 do 250 zł trzeba zapłacić za bożonarodzeniowe drzewka w punktach sprzedaży usytuowanych na skwerach i placach stolicy. "Proszę zobaczyć, jaki piękny świerk" – zachwala sprzedawca choinek na Białołęce i wskazuje na regularną daglezję. Ile za nią? – 250 zł. Choć mężczyzna przyznaje, że drzewka nie sprzedają się tak dobrze jak w ubiegłym roku to nie ma mowy o targowaniu się. - Wszystko przez to, że stoisk jest tu bardzo dużo. Niech pan spojrzy: niedaleko na Choszczówce, a kolejne przy Galerii Północnej - mówi.
Na Choszczówce za podobne, 3-metrowe drzewko "wołają" 250, za trochę mniejsze 200 zł. Na uwagę o wysokiej cenie odpowiadają propozycją zakupu zwykłej jodły za 60–80 zł. Tłumaczą, że ruch w interesie jest słaby. - W sobotę i w niedzielę było trochę lepiej - dodaje jeden ze sprzedających.
Na stoisku przy Hali Mirowskiej starsze małżeństwo wybiera choinkę.
- Ta półtorametrowa kosztuje 150 zł - informuje sprzedawca. Klienci oglądają drzewka. - Nie trzeba się śpieszyć. Jesteśmy tu do wigilii. Choinki na pewno nam zostaną - uspokaja mężczyzna. Proponuje jednak, by zarezerwować sobie choinkę, "bo później może nie być takich ładnych."
- A czy można się potargować, może opuści pan ze 20 zł? - pyta mężczyzna w średnim wieku. Sprzedawca jednak odpowiada negatywnie. - Jak panu opuszczę to nie zarobię - przekonuje. Na uwagę klienta, że u leśniczego drzewka można kupić za 20–30 zł, odpowiada: "To jedź pan do lasu".
Pracownik punktu sprzedaży choinek na Ursynowie ocena, że zainteresowanie drzewkami jest tak samo duże jak w poprzednich latach. "Natomiast trochę wcześniej zaczęto kupować, bo już na początku grudnia, z reguły więcej klientów pojawia się od połowy miesiąca" - mówi.
W jego punkcie klienci najczęściej kupowali świerki. "Najdroższe, czyli największe drzewa kosztują 250 zł. Tuż przed świętami wiele osób kupuje też od nas jemiołę, której cena w zależności od wielkości waha się od 5 do 40 zł" - wyjaśnił.