Dolina Zillertal kojarzy się dziś głównie z narciarskimi stokami. Jeszcze w latach 30. XIX wieku mieszkali tam chłopi, którzy przeszli na protestantyzm. W monarchii Habsburgów oznaczało to kłopoty. Powoływali się na cesarski patent tolerancyjny z 1781 roku, który miał chronić innowierców. Nie pomogło.
12 stycznia 1837 roku zapadła decyzja na najwyższym szczeblu. Chłopi pozostali przy swojej decyzji, dlatego musieli opuścić kraj. Według Tyrolskiego Archiwum Krajowego wyjechało około 430 osób. Mężczyźni, kobiety i dzieci, całe rodziny.
Hrabina i król
Pomoc przyszła z Prus. Za uchodźcami wstawiła się hrabina Friederike von Reden z Bukowca, a król Fryderyk Wilhelm III zgodził się przyjąć ich na Śląsku. Tyrolczycy ruszyli w drogę przez Linz i Czeskie Budziejowice. Najpierw trafili do Kowar, gdzie w listopadzie 1837 roku przyjęto ich do pruskiego Kościoła ewangelickiego.
Większość szybko przeniosła się do pobliskich Mysłakowic. To tam stał pałac, w którym król lubił spędzać lato. Dzięki jego wsparciu kupiono ziemię, a w latach 1838-1839 wyrosło kilkadziesiąt nowych gospodarstw. Nową osadę nazwano Zillerthal, na pamiątkę doliny, którą musieli opuścić.
Kawałek Alp pod Karkonoszami
Budowali tak, jak budowali ich ojcowie w górach. Część mieszkalna, obora i stodoła mieściły się w jednym budynku. Dachy były strome, z szerokimi okapami, pierwotnie kryte gontem. Drewniane ściany stawiano zwykle na kamiennej lub ceglanej podmurówce, która chroniła je przed wilgocią.
Najbardziej w oczy rzucają się balkony z rzeźbionymi balustradami. Według lokalnych opisów każda rodzina zdobiła je po swojemu.
Chile i drugie pożegnanie
Nie wszyscy zostali na Śląsku. W latach 1856-1860 aż 54 osoby z tyrolskiej społeczności wyruszyły w kolejną podróż, tym razem do Chile, na drugi koniec świata. Reszta z każdym pokoleniem coraz mocniej wrastała w nową ziemię.
Po II wojnie światowej wielu potomków dawnych wygnańców znów musiało się pakować. Jak inni niemieccy mieszkańcy Śląska trafili pod powojenne wysiedlenia. Do opuszczonych domów wprowadzili się Polacy z Kresów Wschodnich, którzy sami właśnie stracili swoje strony. W tych samych murach spotkały się więc dwa wygnania.
Od maja 1945 roku wieś nazywała się Turońsk. W grudniu 1946 roku dostała nazwę, którą nosi do dziś: Mysłakowice.
Pamięć po drugiej stronie gór
W Tyrolu o wygnańcach nie zapomniano. W 1877 roku malarz Mathias Schmid namalował ich ostatnie spojrzenie na rodzinną dolinę. Obraz jest dziś w zbiorach muzeum Ferdinandeum w Innsbrucku.
Sto pięćdziesiąt lat po wyjeździe, 27 czerwca 1987 roku, w Stumm w dolinie Zillertal odbyła się premiera sztuki Felixa Mitterera „Verlorene Heimat”, czyli „Utracona ojczyzna”.
Gdzie ich szukać
W 1983 roku konserwator wpisał do rejestru zabytków zespół 28 domów tyrolskich. To nie wszystkie zachowane, tylko te objęte tym jednym wpisem. Najwięcej stoi przy ulicach: Daszyńskiego, dawniej Tyrolskiej, i Starowiejskiej. Jeden z najbardziej znanych, z 1838 roku, znajduje się przy Starowiejskiej 14. Działała w nim restauracja.
Najprościej przyjechać tu pociągiem. W czerwcu 2025 roku, po 25 latach przerwy, wróciły połączenia z Jeleniej Góry do Karpacza, a trasa prowadzi przez Mysłakowice. Alpejskie dachy widać z okna pociągu.