Najnowsze badanie pokazuje, że Koalicja Obywatelska utrzymuje pierwsze miejsce z wynikiem 28,1 proc. Za nią plasuje się Prawo i Sprawiedliwość, na które zagłosowałoby 18,1 proc. ankietowanych. Kolejne miejsca należą do: Konfederacji (13,2 proc.), Konfederacji Korony Polskiej (8,8 proc.), Lewicy (6,6 proc.), Rozwoju Plus (6,4 proc.), Razem (6,4 proc.), PSL (3,5 proc.). Na ostatnim miejscu znalazła się Polska 2050 z wynikiem 0,8 proc.
Problem dla Donalda Tuska zaczyna się jednak wtedy, gdy sondażowe poparcie zamienimy na mandaty. W wariancie, w którym Razem nie przekracza progu wyborczego, KO przypadłoby 181 miejsc w Sejmie. PiS miałoby 109 mandatów, Konfederacja 75, Konfederacja Korony Polskiej 43, Nowa Lewica 27, a Rozwój Plus Mateusza Morawieckiego 25.
Wniosek? Samo zwycięstwo wyborcze nie daje obecnej partii rządzącej komfortowej pozycji do stworzenia większości. Jeszcze ciekawiej robi się przy założeniu, że Razem jednak wchodzi do Sejmu.
Tusk miałby dziś problem z koalicją
W tym wariancie KO zdobywa 177 mandatów, PiS 107, Konfederacja 72, Konfederacja Korony Polskiej 42, Nowa Lewica 26, Rozwój Plus 24, a Razem 12 mandatów.
Partia Razem jest przy tym ugrupowaniem, które w najnowszym badaniu zanotowało największy wzrost poparcia w porównaniu z końcem lipca. To może okazać się istotne nie tyle z punktu widzenia samej liczby mandatów, ile możliwości dalszego budowania własnej pozycji przed wyborami.
Razem nie daje jednak KO większości. Nawet przy wejściu ugrupowania Zandberga do Sejmu obecny obóz rządzący nadal musiałby szukać kolejnych partnerów. Z wyliczeń wynika, że po wyborach trudno wskazać jeden naturalny układ, który pozwalałby stworzyć stabilny rząd.
Teoretycznie KO mogłaby próbować porozumieć się z całą Konfederacją. To jednak oznaczałoby konieczność współpracy także z politykami, z którymi Platforma znajduje się dziś po dwóch stronach barykady.
To może być powtórka z 2023 roku, tylko w drugą stronę
Na bazie badania - prof. Jacek Ossowski zwraca uwagę na bardzo istotną analogię. W 2023 roku to PiS wygrało wybory, ale nie było w stanie znaleźć partnerów potrzebnych do stworzenia większości. Teraz podobny problem może dotknąć KO. "Najważniejszy wniosek z rozkładu mandatów jest taki, że mamy odwrócenie sytuacji z 2023 r. Wtedy PiS wygrał wybory i nie miał z kim stworzyć większości. Dziś Koalicja Obywatelska wygrywa i również nie ma z kim jej stworzyć" – ocenia ekspert.
Kluczowa może być frekwencja
Jednym z najważniejszych elementów całej układanki pozostaje frekwencja. To ona może ostatecznie przesądzić, które ugrupowania zmobilizują swoich wyborców, a które zostaną w domu.
Wyniki badania pokazują, że potencjał mobilizacyjny nie jest dziś problemem wyłącznie jednej strony. Dla Donalda Tuska niska gotowość do udziału w wyborach może być szczególnie niepokojąca, bo samo prowadzenie w sondażu nie wystarczy, jeśli nie przełoży się na mandaty.
Mobilizacja może być także istotna dla prawicy. W przypadku wyrównanej walki nawet niewielkie zmiany frekwencji w poszczególnych grupach mogą przełożyć się na wyraźne różnice w liczbie mandatów.