Kościół w ciemności i w ciszy, pełen oczekując ludzi zdaje się być symbolem Kościoła w ogóle – który pozbawiony jasnego światła tonie natychmiast w ciemności, w zagubieniu, w lęku, w niepewności. Oto ludzie, wyzuci ze swych codziennych etykiet, pozbawieni szarż i społecznych funkcji, nie wyróżniający się w tych ciemnościach niczym – strojem, pensją, dobrym samochodem – ot prostu ludzie, pełni piękna zwykłego człowieczeństwa, czasem pokasłujący, a czasem kiwający się lekko z pięty na palce. Wszyscy odwróceni w jedną stronę, wpatrzeni w wejście do świątyni, spragnieni tego, co za chwilę się stanie, wyczekujący w tym niezwykłym, wielkanocnym „adwencie”. I w końcu słychać, widać – kapłani, akolici, diakoni, ministranci, celebrans z owym paschałem. Płomień gdzieś jeszcze daleko, ale już jest, już odmienia rzeczywistość, wystarczy, że się pojawi, a wtedy nawet ciemność „staje się inna”. Jest w niej już nadzieja. I znowu, pośród śpiewu o „jasności” staje się kolejny, na naszych oczach dziejący się, cud: rozmnożenie tegoż światła. Od paschału do świec trzymanych przez ludzi, podawany jest płomień. Wierni przekazują go sobie ostrożnie. Spoglądają – czy nie zgaśnie? Czy mały płomyczek nie zniknie pod wpływem jakiegoś podmuchu? Oto moja odpowiedzialność za wiarę – gdy ją otrzymuję, gdy ktoś darmo mi ją daje, powinienem przekazać ją komuś innemu. Darmo dostałeś, darmo oddaj – tak się dzieje mistyczny, zagadkowy, jakże piękny łańcuch Bożej, wielkiej, bezwarunkowej Miłości! Jestem za to odpowiedzialny, by nieść dalej dalej światło, by być narzędziem. Jeśli tego nie uczynię, osłabię ewangeliczny łańcuch. Ale i to mało – winienem szukać, winienem odwrócić się i spojrzeć za siebie: czy tam gdzieś obok nie ma kogoś, kto jeszcze Światła Chrystusa nie ma? Jeśli tak, od razu powinienem oddać ze swej świecy. Ogień przeskoczy, ogień spaja, ogień tłumaczy tajemnicę Trzech Postaci Bożej Obecności koło mnie: trzy ognie mogą spleść się w jeden.
I dalej już płynie ta niesamowita, piękna liturgia wieczerzy paschalnej by wybuchnąć radością i światłem na „Chwale na wysokości…”, by cieszyć się Zmartwychwstaniem, by radośnie krzyczeć Alleluja.
Obyśmy wszyscy w czasach mroku, w czasach trudnych, a czasem nawet smutnych, widzieli Światło – a gdy je tylko dostrzeżemy, byśmy podawali je dalej. My jesteśmy światłem świata. Świećmy!