Protest był związany z obostrzeniami obowiązującymi od 24 październik, które zakładają zamknięcie restauracji, pubów i barów. Dozwolona jest jedynie sprzedaż jedzenia na wynos. Demonstracja rozpoczęła się o godzinie 12 na kieleckim Rynku.
Zebraliśmy się po to, aby wyrazić nasz "gastrosprzeciw". Sytuacja jest tragiczna. Tak naprawdę rząd pozbawia nas pracy, pieniędzy i możliwości rozwoju. Nie chcemy siać zamętu, stwarzać problemów, ale sytuacja, która nastała w naszym kraju, zmusza nas do tego
– mówił jeden z restauratorów.
"Na jakiej podstawie stwierdzono, że w restauracjach jest najwięcej zakażeń? Na jakiej podstawie ktoś zdecydował, żeby z dnia na dzień zamknąć potężny biznes? Jak mamy dalej funkcjonować i żyć?"
– pytał.
Zaznaczył, że w lokalach przestrzegane były wszelkie normy sanitarne, a decyzja o zamknięciu restauracji była nieodpowiedzialna. "Od początku cała gastronomia zgadzała się na reżimy, obostrzenia, zabezpieczenia – środki dezynfekcyjne, ograniczenie liczby gości, prace w maskach, mierzenie temperatury – wszystko to robiliśmy, a w tej chwili stwierdzono, że nie możemy pracować" – powiedział.
"Wyrażamy nasz sprzeciw, musimy mówić o tym głośno. W tej chwili zimy raczej już nikt nie przetrwa. Rząd nie ma pieniędzy i planu na to, co zrobić z pracodawcami-restauratorami. Społeczeństwu wmawia się, że możemy pracować w opcji na wynos. Jest to 5 do 10 procent możliwości danych restauracji"
– dodał.
Podobnie jak w przypadku Strajku Kobiet, demonstranci przeszli ulicami w centrum miasta, skierowali się m.in. przed Urząd Wojewódzki, gdzie w skrzynce podawczej złożyli swoje postulaty. Na czele pochodu restauratorzy nieśli trumnę, natomiast większość uczestników klepsydry pogrzebowe oraz transparenty z hasłami m.in. "Czarna polewka dla rządu, ostatnia zupa polskiej gastronomii", "Stop dla zamykania restauracji".
Branża gastronomiczna apeluje m.in. o zwolnienia z opłacania składek ZUS dla pracowników i przedsiębiorców na okres 6 miesięcy i zwolnienia z opłacania podatku dochodowego od wynagrodzeń.
"Protest przebiegł spokojnie, policjanci nie podejmowali żadnych interwencji" – przekazała Karol Macek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Kielcach.