Środa to drugi dzień szczepień personelu szpitala klinicznego na szczecińskich Pomorzanach. Pomieszczenia kliniki okulistyki przeorganizowano tak, by znalazły się w nich cztery punkty szczepień. W kolejce czeka kilkanaście osób. Zaczynają od punktu kwalifikacji i wywiadu lekarskiego – po to, aby wykluczyć przeciwwskazania do szczepienia.
"Chcę wrócić do normalności, funkcjonować normalnie i nie bać się o infekcję, o to, czy zarażę rodziców i inne osoby" - mówi lekarz-rezydent kliniki okulistyki szpitala Ewa Grudzińska. Zaznacza, że sama nie zaraziła się, choć miała kontakt z osobą chorą, wśród jej znajomych był jednak przypadek śmiertelny – to ojciec kolegi.
"Decyzja o szczepieniu była naturalna. Ryzyko infekcji jest tak duże, że lepiej się zabezpieczyć" – podkreśla młoda lekarka.
Przed punktem kwalifikacji czeka opiekunka medyczna Justyna Marciniak. Sama przeszła COVID-19 i - jak mówi - wie, czym to się może skończyć. "Bałam się, ten strach pamiętam do dzisiaj" – opowiada. "Wiem też, jak ciężko bywa z pacjentami, którzy są chorzy" - dodaje.
Z punktu kwalifikacji wychodzą kolejne osoby, przechodzą do gabinetu szczepień. Po kilku-kilkunastu minutach wychodzą. Samo szczepienie to tylko chwila. "Nie bolało, właściwie niczego nie poczułam" – mówi opiekunka medyczna z kliniki urologii Alicja Dziedzic. Nie jest jedyna – właściwie wszyscy zaszczepieni zgodnie opisują, że ukłucie jest niemal bezbolesne.
Opiekunka medyczna tłumaczy, że prawie wszystkie osoby z oddziału, na którym pracuje, przechodziły COVID-19. Jej się udało, nie zakaziła się, ale miało to wpływ na podjęcie decyzji o szczepieniu. Są jednak pracownicy, którzy nie chcą się szczepić. "Nie przekonujemy ich. To decyzja każdej osoby" – podkreśla Dziedzic. Nieprzekonani to jednak niewielki odsetek – 90 proc. pracowników szpitala czeka na szczepionkę.
Kierujący szpitalną Kliniką Urologii i Onkologii Urologicznej prof. Marcin Słojewski przyznaje, że nie ma "żadnego szczególnego argumentu", którym mógłby przekonać osoby niechętne szczepieniom. "Mam wrażenie, że takich profesorskich gadających głów już dosyć było w telewizji, w radiu, i jeśli to nie pomaga, to może trzeba odwołać się do innych autorytetów – medialnych, społecznych" – zastanawia się.
Proponuje jednak, by przypomnieć sobie, jakie obawy towarzyszyły wszystkim na początku pandemii. "Przypomnijmy sobie, co się działo w marcu, w kwietniu, gdy wszyscy byliśmy głęboko przerażeni sytuacją, gdy myśleliśmy, że nie zmieni się ona w ciągu najbliższych kilku lat. A nie minął rok i mamy szczepionkę – jest wymyślona, wyprodukowana, rozdystrybuowana i za chwilkę będziemy szczepieni" – mówi urolog i dodaje, że dla niego szczepienie jest "tak oczywiste, że niezręcznie o tym mówić".
Na szpitalnej liście chętnych do szczepień znalazło się około 3 tysięcy osób – pracownicy szpitala, studenci Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, osoby z innych placówek medycznych. "To duże wyzwanie logistyczne, ale przede wszystkim duża radość, że wreszcie można szczepić" – przyznaje pielęgniarka Aleksandra Dreas.
"Atmosfera bardzo przyjazna, wszyscy są pozytywnie nastawieni. Oczywiście są pytania, ale jesteśmy tutaj z całą kadrą po to, żeby je rozwiewać i pomagać" – mówi. "Widzimy światełko w tunelu" – dodaje.
Szczepienia w szpitalu na Pomorzanach trwają od godz. 8 do 18. Pierwszego dnia zaszczepiło się 240 osób, do godz. 11 w środę - 100 kolejnych. Do środy szpital otrzymał 525 dawek szczepionki, kolejnych 900 ma być dostarczonych w poniedziałek.