W Senacie ogłoszono przerwę w obradach, po tym, jak klub PiS złożył wniosek o zmianę trybu obrad - z hybrydowego na stacjonarny. Izba miała rozpocząć pracę nad ustawą, zgodnie z którą wybory prezydenckie w 2020 r. mają zostać przeprowadzone wyłącznie w drodze głosowania korespondencyjnego. Ostatecznie PiS głosowanie dot. trybu prac przegrało: wniosek PiS poparło 45 senatorów, przeciw było 51, w tym senator Józef Zając.
Wynik głosowania oznacza, że Senat nadal będzie debatował i głosował także zdalnie. Obecnie trwa przedłużająca się przerwa w obradach Senatu.
PAP spytała senatora Porozumienia, czy głosowanie przeciwko wnioskowi PiS, to była jego celowa decyzja, a jeśli tak - jaki był jej powód.
"To nie była pomyłka" - zapewnił senator. Podkreślił, że wcześniej miał wątpliwości w jakim trybie Senat powinien pracować w czasie epidemii i usłyszał w klubie, że zdecydowano, że to będzie tryb hybrydowy, ponieważ jest to słuszne w zaistniałej sytuacji - i postąpił zgodnie z tą rekomendacją. Dodał, że nie chciał też, aby posiedzenie Senatu zostało dodatkowo wydłużone. "Nie było moją intencją przeciąganie go" - powiedział.
Zauważył ponadto, że nie było zarządzonej w klubie dyscypliny w sprawie tego głosowania, zatem nie spodziewa się, aby spotkały go jakieś konsekwencje tej decyzji.
Pytany o to, czy podjął już decyzję, jak zagłosuje w sprawie ustawy o głosowaniu korespondencyjnym, Zając powiedział, że "czeka na rekomendację swojego klubu w tej sprawie".
Gdy Senat przystąpi do merytorycznych obrad, jako pierwszą zajmie się ustawą o wyborach korespondencyjnych. Sejm uchwalił ją 6 kwietnia br. Senat ma 30 dni na jej rozpatrzenie i jeśli się w tym czasie do ustawy nie ustosunkuje, trafi ona prosto do prezydenta.