W drugim odcinku serialu "Reset", Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz, ujawnili kulisy wizyty ówczesnego premiera Donalda Tuska w Moskwie w lutym 2008 r. Istotnym tematem była prawdopodobna, ale zatajana przed opinią publiczną, a także - jak się okazało - przed prezydentem RP, Lechem Kaczyński, złożona przez Władimira Putina propozycja rozbioru Ukrainy między Rosję i Polskę.
Rachoń w swoim programie #Jedziemy zwrócił uwagę na tekst, który pojawił się na portalu onet.pl już po emisji drugiego odcinka "Resetu". Jego autorem jest Witold Jurasz, dziennikarz, a w przeszłości dyplomata, pracujący w ambasadzie w Moskwie właśnie w okresie, gdy Tusk składał wizytę Putinowi.
Jurasz w tekście miał wskazać, że "według informacji Onetu, Władimir Putin złożył taką ofertę, tyle że Donald Tusk tematu w ogóle nie podjął".
#Jedziemy |💬red. @michalrachon: Witold Jurasz napisał, że według informacji Onetu propozycja, od której odciął się Radosław Sikorski - pod wpływem #Tusk.a i jego otoczenia - faktycznie padła. #wieszwięcej pic.twitter.com/3QKUmF7g1V
— TOP TVP INFO (@TOPTVPINFO) June 22, 2023
To - jak wskazuje - drugi tekst, który wskazuje na to, że Putin faktycznie na początku resetu, w lutym 2008, proponował Tuskowi rozbiór Ukrainy.
Wcześniej mówił o tym w 2014 r. w wywiadzie dla "Politico" Radosław Sikorski, były minister spraw zagranicznych.
"Chciał [Putin], żebyśmy stali się uczestnikami tego rozbioru Ukrainy - mówi Sikorski. Putin chce, aby Polska wysłała wojska na Ukrainę. To były sygnały, które nam wysyłali. (...) Od lat wiemy, jak myślą. Od lat wiemy, że tak myślą. To była jedna z pierwszych rzeczy, które Putin powiedział mojemu premierowi Donaldowi Tuskowi podczas wizyty w Moskwie. Dodał, że Ukraina to sztuczny kraj, a Lwów to polskie miasto i dlaczego po prostu wspólnie tego nie rozwiążemy. Na szczęście Tusk nie odpowiedział"
- mówił Sikorski w wywiadzie dla "Politico".
#Jedziemy |💬red. @michalrachon: Przypomnijmy, co powiedział w 2014 roku Radosław Sikorski dla serwisu @politico, kiedy żegnał się i nie był już ministrem spraw zagranicznych, a pełnił funkcje marszałka Sejmu.#wieszwięcej pic.twitter.com/9FK3YHCbrj
— TOP TVP INFO (@TOPTVPINFO) June 22, 2023
Rachoń wskazał, że "pod wpływem partyjnych kolegów", Sikorski był zmuszony podczas konferencji prasowej do odwołania swoich słów.
Tusk przygotowywał się do pracy na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej. Takie ustalenia stawiałyby go w bardzo niekorzystnym świetle, że Tusk miał - zanim Rosja zaatakowała Ukrainę - wiedzę, że Putin ma takie plany i nikomu o tym nie powiedział
– powiedział Michał Rachoń.
Kto mówi prawdę?
Prowadzący program #Jedziemy wskazał także, że w swoim tekście Witold Jurasz potwierdza, że jego przełożonym w 2008 r. był Zbigniew Rzońca, ujawniony przez twórców "Resetu" jako współpracownik komunistycznej bezpieki.
- Rzońca był nie tylko uczestnikiem, ale też autorem dokumentu, który o tej propozycji [podziału Ukrainy] nie wspomina ani słowem - oficjalnej notatki ze spotkania, która kierowana była do prezydenta Lecha Kaczyńskiego - dodał Rachoń.
Skonfrontował również okoliczności przedstawiane przez Witolda Jurasza, a wcześniej - Radosława Sikorskiego, z tym, co powiedział Donald Tusk w wywiadzie dla TOK FM w październiku 2014 r.
- Na żadnym ze spotkań z prezydentem Putinem żadna tego typu propozycja [podziału Ukrainy] nie padła, (...) na żadnym ze spotkań kwestia Ukrainy nie była w agendzie. W każdej rozmowie liderów państw pojawia się kontekst geopolityczny, ale akurat w tamtych czasach Ukraina nie była głównym obiektem zainteresowania i z całą pewnością nie była tematem rozmów polsko-rosyjskich - powiedział Tusk.
- Albo Sikorski i Jurasz nie mówią prawdy, albo Tusk nie mówi prawdy. Sikorski i Jurasz to dyplomaci, Tusk to premier. Jeśli to nie jest poważne pytanie, to co nim może być?
– skwitował Rachoń.
Fogiel: Wszystko wokół wizyty Tuska w Moskwie wygląda jeszcze gorzej
W rozmowie politycznej, gość programu #Jedziemy, Radosław Fogiel, szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, potwierdził, że jest to ważne pytanie i widać, że trzeciej opcji nie ma.
- Sikorski mówił o tym dawno temu, dzisiaj może to wyglądać na próbę zostawienia miny, gdy opuszczał MSZ w 2014 r. Tusk się tego wielokrotnie wypierał, mimo że mieliśmy relację innych polityków, również spoza Polski, że Putin czasem tego typu prowokacyjne tematy podnosił. Do tego jest jeszcze relacja Witolda Jurasza, który - jak sądzę - nie ma powodu, by komukolwiek rzucać koło ratunkowe, czy jakoś specjalnie pogrążać Donalda Tuska. Cała ta historia, którą przedstawiono w "Resecie", to, w jaki sposób notatka ze spotkania w Moskwie nie powstawała przez długi czas, obecność agenta SB, ale też to, że Departament Wschodni MSZ był wyłączony z przygotowania wizyty - wszystko wokół tej wizyty w Moskwie zaczyna wyglądać jeszcze gorzej niż to, co wiedzieliśmy jeszcze pewien czas temu - stwierdził Fogiel.
Na sugestię prowadzącego, że w oficjalne notatce nie znalazła się istotna informacja dotycząca przebiegu wizyty, szef komisji SZ ocenił, że "jest to skandal, który trzeba być może rozpatrywać w kategorii prawnokarnej".
- Takie notatki to nie są odręczne notatki, które zostawia się na biurku, tylko są to dokumenty, również klauzulowane. Ta notatka nie miała statusu jawnego. Jeżeli coś takiego ukrywa się przed prezydentem RP, to jest pytanie - dlaczego? Dlaczego Tusk i Sikorski nie odesłali, kiedy dostali draft tej notatki, dlaczego nie odesłali jej do autora do poprawy, bo jest niepełna. Może rzuca to światło na późniejszy wywiad Radosława Sikorskiego, chociaż on zmienia fronty, kiedy drwi ze śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, mówiąc o jego bliskiej relacji z Wiktorem Juszczenką, chwaląc się dobrymi relacjami z Wiktorem Janukowyczem, określa Lecha Kaczyńskiego mianem "antyrosyjskiego" i to w sposób przesadny. Pytanie, czy kwestia Ukrainy, polityki wschodniej Lecha Kaczyńskiego, który widział w naszych wschodnich sąsiadach partnerów, czy to nie jest jakimś powodem? - pytał Fogiel.
- Polityka wschodnia rządu Donalda Tuska po śmierci Lecha Kaczyńskiego zmieniła się o 180 stopni, była to polityka spójna z tym, czego życzyli sobie nasi niemieccy sąsiedzi. Dogadujemy się z Rosją nad głowami Ukrainy, nad głowami krajów bałtyckich. Pamięć w krajach bałtyckich o tej polityce jest do dzisiaj bardzo silna wśród klasy politycznej i to nie jest dobra pamięć. (...) Bardzo jasno identyfikują politykę rządu Donalda Tuska i politykę personalnie Radosława Sikorskiego jako porozumienie z Rosją i politykę, u której podstaw leżało przedmiotowe traktowanie zwłaszcza państw bałtyckich (...). Było to traktowanie tych krajów jako nierównorzędnych partnerów
– dodał.