W środę w Prezydium Sejmu Maciej Berek podpisał dokumenty i bez złożonego legalnie ślubowania udał się do budynku Trybunału Konstytucyjnego.
Wcześniej na miejsce udała się policja. Mundurowi siłowo usunęli stamtąd pokojowo protestujących. Część zebranych została poturbowana. Wiadomo, że do szpitala na badania udał się szef warszawskiego Klubu Gazety Polskiej Adam Borowski.
Komendant Główny Policji gen. insp. Marek Boroń potwierdził wieczorem, że doszło do zatrzymania trzech osób za "naruszenie nietykalności cielesnej" mundurowych oraz znieważenie. Przekazał, że zatrzymani usłyszą zarzuty.
"Te wszystkie działania, które były związane z zabezpieczeniem samego zgromadzenia, które tam się działo i reakcja uczestników tego zgromadzenia, miało wpływ na tą eskalację tego, co tam się odbyło"
– powiedział na antenie RMF FM.
Jak stwierdził zdaniem mundurowych było uporządkowanie zgromadzenia. Przekazał, że jest ono legalne, ale nie może "blokować wjazdu i utrudniać pracy Trybunału Konstytucyjnego". Pytany o to, czy dzisiejsze wydarzenia pod TK są podstawą, żeby zdelegalizować zgromadzenie, odparł:
"Informowaliśmy o tym Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa, o tym, że dochodzi do łamania prawa. W związku z tym też przyjdzie czas na ocenę samego zachowania uczestników tego zgromadzenia"
Jak wyjaśnił, policjanci będą na miejscu dopóki będzie tam zgromadzenie oraz "niepokój".
Warto zwrócić uwagę, że z wcześniejszego oświadczenia premiera Donalda Tuska wynika, iż warszawskie służby mogą uczestniczyć w siłowym przejęciu Trybunału. - Samorząd Warszawy, policja, wszystkie służby, prokuratura będą działały spokojnie konsekwentnie i bez chwili wahania podejmą kroki, aby przywrócić spokój i aby praworządność znowu stała się naszą polską codziennością - powiedział niedługo po użyciu siły przez policję wobec zebranych.