Mężczyzna domagał się kwoty trzy razy wyższej; pełnomocnicy Podlaskiego Oddziału SG - oddalenia powództwa w całości.
Były funkcjonariusz SG, pracujący m.in. w pionie dochodzeniowym, domaga się zadośćuczynienia za działania pracodawcy, które ocenia jako mobbing. Twierdzi, że od 2013 do 2018 roku był szykanowany, gdy pełnił służbę; wszczynane były wobec niego bezzasadnie postępowania dyscyplinarne, omijały go nagrody i pozbawiano go dodatków do wynagrodzenia.
Ostatecznie został zwolniony ze służby w Podlaskim Oddziale Straży Granicznej, po prawomocnym wyroku skazującym za niedopełnienie obowiązków.
W połowie ubiegłego roku sąd rejonowy powództwo uznał za częściowo zasadne i zasądził 15 tys. zł zadośćuczynienia (powództwo dotyczyło kwoty 46 tys. zł) od pozwanego Skarbu Państwa, reprezentowanego przez komendanta Podlaskiego Oddziału SG w Białymstoku. Oddalił jednak powództwo w pozostałym zakresie m.in. co do pieniędzy za koszty dotychczasowego leczenia i rehabilitacji.
Popierając powództwo, pełnomocnik byłego pogranicznika Błażej Witkiewicz mówił przed sądem odwoławczym, że działania, które były wobec jego klienta stosowane, doprowadziły do zaburzeń "depresyjno-lękowych". Mówił, że działania te były bezprawne, intencjonalne i "nakierunkowane na wyrządzenie krzywdy i szkody powodowi" i "nie były uzasadnione prezentowaną przez niego postawą i zachowaniem".
Kwotę 15 tys. zł zadośćuczynienia uznał za "rażąco niską", zwracał uwagę - przywołując uzasadnienie wyroku sądu pierwszej instancji - że takie bezprawne działania trwały blisko 5 lat, do zwolnienia ze służby.
Sąd okręgowy uwzględnił wniosek o przesłuchanie byłego funkcjonariusza na rozprawie. Mężczyzna mówił, że służbę w SG rozpoczął w 2008 roku. W jego ocenie wszystko przebiegało prawidłowo, był doceniany i nagradzany do 2013 roku, gdy przebywał na kilkumiesięcznym zwolnieniu lekarskim. Jego przełożeni połączyli to z faktem, że w podobnym czasie pisał on i bronił pracy doktorskiej z zakresu prawa.
Mówił, że od kolegów z SG dowiedział się, iż przełożeni są nastawieni negatywnie. "Są komentarze, że to zwolnienie lekarskie jest po to, żebym przygotował się do obrony" - powiedział przed sądem. Mówił, że odwoływał się też w tym czasie np. od decyzji o cofnięciu mu dodatku za wykonywanie czynności dochodzeniowych. Dodał, że po powrocie do służby zasugerowano mu, iż "dopiero teraz zobaczy".
Twierdził, że - jak to ujął - zaczęło się "szukanie haków, żeby go skazać i wyrzucić ze służby". Były też zawieszany w czynnościach służbowych, przenoszony do pracy np. w placówce w Bobrownikach czy ośrodku dla cudzoziemców. Po zwolnieniu ze służby jest bezrobotny.
Pełnomocników Podlaskiego Oddziału SG na rozprawie nie było. Wyrok drugiej instancji ma być ogłoszony w przyszłym tygodniu.