Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Po otwarciu cmentarzy bez tłoku, sprzedawcy liczą straty

Po otwarciu cmentarzy mieszkańcy regionu odwiedzają wielkopolskie nekropolie. Nie ma jednak większego tłoku. Na największym cmentarzu w Poznaniu ruch we wtorkowe południe przypominał zwykły dzień powszedni, a nie okres Wszystkich Świętych.

Autor:

Wielkopolanie odwiedzają nekropolie, nie ma jednak większego tłoku. Pojedyncze osoby pojawiły się rano na cmentarzu na poznańskim Junikowie. W większości byli to seniorzy.

Po południu większy ruch był już np. na cmentarzu parafii Matki Boskiej Częstochowskiej, przy ul. Jasna Rola.

Z kolei na największym pod względem powierzchni poznańskim cmentarzu na Miłostowie ruch we wtorkowe południe przypominał zwykły dzień powszedni, a nie okres Wszystkich Świętych. Przed nekropolią nie było większych problemów z zaparkowaniem samochodu. Wśród odwiedzających cmentarz dominowali seniorzy. Na sporej części nagrobków widać było nowe, ale już wypalone znicze i pojedyncze doniczki ze świeżymi kwiatami. Cmentarne kosze były wypełnione w jednej trzeciej.

Na przycmentarnych straganach ceny doniczkowych chryzantem wahały się od 10 zł do 20 zł. Jak przyznali sprzedawcy, normalnie wynosiłby 15-25 zł. Magdalena Bogdańska sprzedająca kwiaty przy cmentarzu podkreśliła, że bardzo mało ludzi kupuje je przy nekropolii. „Przychodzą główne starsi ludzie. Niektórzy idą już z czymś, albo idą tylko zapalić znicz. Może coś się odmieni w weekend, ale w tygodniu wydaje mi się, że już jest po wszystkim” – oceniła.

"Nic na razie nie wyrzucamy. Straty mniej więcej są już policzone. Czekamy, co dalej z tym wszystkim zrobić” – powiedziała. Zaznaczyła, że na pewno złoży wniosek do Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa o pomoc w związku z zamknięciem cmentarzy. „Musimy walczyć o swoje. Lepsze to niż nic” – podkreśliła. Dodała, że proponowana stawka 20 zł za chryzantemę doniczkową odpowiada cenie rynkowej.

"W tunelu zostało mi prawie 5 tys. kwiatów. Nie licząc pracowników, bo pół roku musieliśmy na to pracować, wszystkie lejki, strecze, pakowanie kwiatów, miejsca przy cmentarzu też były wykupione prawie pół roku wcześniej - no to są potężne straty. W moim przypadku to jest około 80 tys. zł. Normalnie we Wszystkich Świętych zarobiłabym prawie dwa razy tyle”

– oceniła.

Dodała, że ogrodnicy „czekają na wiosnę”. „Tegorocznej wiosny też dostaliśmy w plecy, bo przez koronawirusa wszystko było zamknięte. Potem się to wszystko trochę odwróciło, no ale tyły są. Teraz jest jesień, liczyliśmy, że zarobimy na spokojną zimę i znowu są tyły” – podkreśliła.

Decyzją rządu cmentarze były zamknięte od 31 października do 2 listopada. Decyzja, ogłoszona w piątek po południu, spowodowała, że spora część mieszkańców regionu zdecydowała się odwiedzić nekropolie jeszcze przed ich zamknięciem. Przed cmentarzami zarówno w Poznaniu, ale także m.in. w Gnieźnie, Lesznie czy w Wągrowcu tworzyły się korki, a mieszkańcy przychodzili, by przed zamknięciem nekropolii pomodlić się za bliskich zmarłych, zapalić znicze i położyć kwiaty.

Także w weekend, kiedy obowiązywał zakaz wejścia na teren cmentarzy, zdarzały się przypadki, kiedy mieszkańcy odwiedzali groby bliskich. Jak podawały lokalne media, tak było np. w sobotę w Skokach w powiecie wągrowieckim czy w Brennie w powiecie leszczyńskim.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska