Dzieci są m.in. z placówek w Kramatorsku i Dnipro, mają od 3 do 18 lat. Dla niektórych to już kolejna ewakuacja - kilka lat temu było podobnie, gdy zajmujące się nimi rodziny uciekały z Krymu po jego aneksji przez Rosję.
W Białymstoku znalazły schronienie w budynku miejskim, gdzie wcześniej działał dom dziecka. Miejsce zostało wyposażone w niezbędne urządzenia: meble, łóżka, czy materace. Grupa ma wsparcie tłumaczy i psychologów. Zgłosił się lekarz z Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, który chce pomóc w razie problemów zdrowotnych tej grupy.
W sobotę z dziećmi i ich opiekunkami spotkał się prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski. Od władz miasta dzieci dostały paczki z grami, zabawkami i słodyczami.
"Jesteśmy bardzo wdzięczni, bo to była pierwsza noc, kiedy spokojnie spaliśmy" - mówiła pani Irina, która przyjechała z Kramatorska (obwód doniecki), przez Lwów, z trójką dzieci. Ostatnie noce przed wyjazdem najstarszy z chłopców nie spał i pilnował, czy nie zaczyna się atak bombowy, by obudzić rodzinę i zdążyć się schronić.
"Podróż do was przez Ukrainę była bardzo ciężka, jechaliśmy 32 godziny. Jestem bardzo wdzięczna Polakom. Nakarmili nas, mamy opiekę psychologiczną, wszystkim bliskim, którzy zostali na Ukrainie mówię, jak nas tu przyjęto"
- mówiła Olena, która z grupą dziesięciorga dzieci trafiła do Białegostoku z rodzinnej placówki opiekuńczej w rejonie Dnipro. Na Ukrainie została jej siostra, która ma również pod opieką dziesięcioro dzieci; pani Olena chciałaby, by i ona trafiła do Polski.
Z miasta Dublany k. Lwowa przyjechało ośmioro kolejnych dzieci i pani Liliana. W 2014 roku (po aneksji rosyjskiej) placówka przeniosła się tam z Krymu. "Zdarzyło się tak, że po ośmiu latach jesteśmy w takiej samej sytuacji" - mówiła opiekunka. Jej mąż został na Ukrainie, działa w lwowskiej obronie terytorialnej, pomaga przyjmować uchodźców, którzy tam trafiają z innych rejonów kraju już objętych wojną.
Prezydent Truskolaski wyraził nadzieję, że dzieci i ich opiekunki będą czuły się w Polsce przede wszystkim bezpiecznie. "Wiadomo, że wasz dom został daleko, ale wasze bezpieczeństwo jest w tej chwili najważniejsze" - mówił. Podkreślał, że wszystkie miasta w Polsce przyjmują uchodźców; nad ranem w sobotę do Białegostoku trafiła kolejna grupa ponad 70 osób. "To jest nasz humanitarny obowiązek, żeby być z narodem, który został bestialsko napadnięty, każdy powinien robić, co może na własnym stanowisku" - dodał Truskolaski.
"Czujcie się jak u siebie w domu, na pewno zaopiekujemy się wami, jak możemy, będziemy się dzielić tym co mamy, bo nasze serca są otwarte dla waszego narodu, który tak cierpi niezasłużenie"
- mówił.
Do Białegostoku ma trafić jeszcze jedna grupa dzieci z ukraińskich rodzinnych domów dziecka. Truskolaski zaznaczył, że dzieci będą mogły zostać w placówce tyle czasu, ile będzie trzeba. "Tu nie ma terminu, to mogą być lata. Wszystko zależy od sytuacji wojennej" - przyznał prezydent Białegostoku.