Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Niepubliczne przedszkole przyjęło dzieci i nauczycielkę z Ukrainy

Niepubliczne Przedszkole Chatka Kubusia Puchatka w Łodzi zyskało ostatnio 12 nowych podopiecznych z Ukrainy. Rodzice maluchów nie płacą za opiekę i posiłki. Przedszkolaki bawią się razem z polskimi kolegami, a opiekuje się nimi ukraińska nauczycielka - pani Wiktoria z Łucka.

Autor:

"Jak tylko pojawiły się doniesienia o tym, że ludzie z Ukrainy uciekają przed wojną i są to głównie matki z dziećmi, natychmiast podjęliśmy decyzję, że będziemy im pomagać"

- powiedziała Izabela Klusek, która wspólnie z rodziną prowadzi Prywatne Przedszkole Chatka Kubusia Puchatka w Łodzi.

Jest to mała, kameralna placówka, która istnieje od 10 lat. Już 26 lutego jej dyrekcja opublikowała na Facebooku informację o tym, że będzie tworzyć grupę dzieci z Ukrainy, aby wesprzeć rodziców, którzy musieli w pośpiechu opuścić swoją ojczyznę w poszukiwaniu nowego schronienia. Wkrótce Chatka Kubusia Puchatka miała już 20 zgłoszeń od uchodźców.

"Docelowo miała być to grupa dla dzieci z Ukrainy, ale ostatecznie stwierdziliśmy, że nie można ich izolować, dlatego obecnie wszyscy nasi podopieczni przebywają razem, podzieleni na dwie grupy wiekowe. Na zajęcia uczęszcza obecnie 12 małych Ukraińców, a możemy przyjąć jeszcze sześcioro dzieci"

- podkreśliła dyrektorka przedszkola.

"Ciocia", która rozumie

Przedszkole całkowicie finansuje opiekę i wyżywienie ukraińskich dzieci. Zatrudniło także nauczycielkę przedszkolną z ukraińskiego Łucka, która wraz ze swoimi dziećmi zmuszona była uciekać przed wojną.

"Wiktoria spadła nam z nieba. Skojarzyła nas pani Jola, którą poznałam przez media społecznościowe, zaraz po tym, jak ogłosiliśmy, że przyjmiemy ukraińskie dzieci. Odezwała się natychmiast, by zarezerwować 11 miejsc dla dzieci, które przyjeżdżały do niej wraz z mamami. Wiktoria przyszła do nas wraz z nimi, opowiedziała swoją historię i wtedy zaprosiłam ją, aby pracowała wspólnie z nami"

- opowiedziała Izabela Klusek.

Ukraińskie maluchy ucieszyły się, że w przedszkolu wreszcie pojawiła się "ciocia", która rozumie, co mówią. Z nowej pracownicy cieszy się także dyrektorka, która podkreśla, że cały zespół wiele się uczy od pani Wiktorii, która na Ukrainie kierowała ośrodkiem przedszkolnym obejmującym opieką łącznie 200 dzieci.

Działająca na obrzeżach Łucka placówka była bardzo nowoczesnym i pełnym życia obiektem, co pani Wiktoria prezentuje na filmikach publikowanych na TikToku. To była jej wielka pasja - opowiada o tworzeniu konspektów pracy z dziećmi, angażowaniu w zabawy edukacyjne rodziców. Teraz ośrodek jest zamknięty; pani Wiktoria chciałaby uruchomić zajęcia online. Nie wie, czy będzie to możliwe; wielu jej podopiecznych rozjechało się po świecie.

"Tutaj staram się bywać w obu grupach. Nasze dzieci łakną tego, by móc z kimś porozmawiać w swoim języku. Opowiadają mi jak tęsknią za babcią czy swoimi zwierzątkami, które zostawiły na Ukrainie"

- zaznaczyła.

Przywrócić im poczucie normalności

W Łodzi pani Wiktoria mieszka razem z synami w wieku 20 i 13 lat w trzypokojowym mieszkaniu, które dzielą z nią jeszcze dwie mamy - jedna z dwojgiem, druga z jednym dzieckiem. "Wspieramy się i staramy się jakoś trzymać, żeby nie było paniki i smutku" - przyznaje.

Nauczycielka z Łucka już zaczęła naukę języka polskiego na specjalnych kursach dla uchodźców. W ciągu dwóch tygodni chce nauczyć się jak najwięcej.

"Najważniejsze, aby dzieci z Ukrainy odczuły bliskość i więź, by nie były zagubione. Chcemy, by dużo się bawiły, dajemy im dużo ciepła, aby nie były zagubione i szybko się zaadaptowały. Mamy sporo sześciolatków, które powinny jesienią iść do szkoły, dlatego włączymy je do normalnego programu wychowania przedszkolnego"

- podkreśliła dyrektorka Chatki Kubusia Puchatka.

Pani Izabela stara się również pomóc ukraińskim mamom w poszukiwaniu pracy. "Dla nich to bardzo ważne. Chcą zarabiać, usamodzielnić się. Razem z mężem prowadzimy także dom seniora - tam możemy przyjąć kogoś do opieki. Pytam też znajomych, np. czy nie potrzebują kosmetyczki albo pani do sprzątania, bo dziewczyny przychodzą do mnie i deklarują, że takie prace mogłyby wykonywać" - dodała.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej