Nie cichną głosy oburzenia po wypowiedzi niemieckiej polityk Katariny Barley, która w wywiadzie dla niemieckiej rozgłośni radiowej stwierdziła, że „państwa, takie jak Polska i Węgry, trzeba finansowo zagłodzić”. Tymczasem w obronie Niemki stanęła Sylwia Spurek. Deputowana Zielonych określiła Barley mianem "europejskiej patriotki". "Jest przyjaciółką demokracji Polski, a nie interesów rządu PiS" - napisała Spurek.
W wywiadzie niemiecka europosłanka Katarina Barley wezwała do wywierania większej presji na Węgry i Polskę w celu utrzymania zasad praworządności. W pierwotnej wersji omówienia rozmowy z Barley, portal radia Deutschlandfunk zacytował słowa, które w rzeczywistości na antenie nie padły, a wywołały oburzenie i komentarze polskich polityków.
Barley przypisano w artykule zdanie:
"Państwa, takie jak Polska i Węgry, trzeba finansowo zagłodzić. Dotacje unijne stanowią bowiem skuteczną dźwignię".
W rzeczywistości Barley mówić miała w tym kontekście tylko o Węgrzech, a nie o Polsce. W ocenie szefa Kancelarii Premiera, Michała Dworczyka, takie tłumaczenie "tylko pogrąża autora".
- Cóż to oznacza, że Węgry to można zagłodzić, a Polski już nie? - mówił Dworczyk na antenie Polskiego Radia.
W obronie Barley stanęła jednak Sylwia Spurek, od niedawna eurodeputowana Zielonych. Uznała niemiecką polityk za "europejską patriotkę".
- Jest przyjaciółką demokracji Polski, a nie interesów rządu PiS - napisała na Twitterze Spurek.
Niezależnie od słów, jakich użyła @katarinabarley, warto zwrócić uwagę na to, czego broni. Praworządność i ochrona praw podstawowych to jej priorytety. Jest przyjaciółką demokracji Polski, a nie interesów rządu PiS. Jest europejską patriotką. https://t.co/n1DVWugt7q
— Sylwia Spurek (@SylwiaSpurek) October 3, 2020
W czwartek Michał Dworczyk wezwał Katarinę Barley do przeprosin i wycofania się ze swoich słów. Równie zdecydowanie na wypowiedź niemieckiej europosłanki zareagował premier Mateusz Morawiecki.
- To dyplomatyczny skandal, który nie powinien się zdarzyć. Należy to potępić w całej rozciągłości - powiedział w rozmowie z portalem wpolityce.pl szef polskiego rządu.
- Takie słowa wymagają zdecydowanego protestu i to nie tylko z naszej strony. To są słowa bardzo znamienne, przykre i niezrozumiałe także w kontekście zapewnień państwa niemieckiego, elit europejskich o pamięci i szacunku dla ofiar. Nie można mówić o zagłodzeniu jakimkolwiek, jakichkolwiek wspólnot narodowych we współczesnej, wolnej, demokratycznej Europie
- mówił z kolei prof. Piotr Gliński, minister kultury, podczas piątkowej uroczystości otwarcia wystawy "Zawołani po imieniu".