"Neutralność płciowa" w rekrutacji
Od 24 grudnia ubiegłego roku ogłoszenia rekrutacyjne publikowane przez pracodawców muszą być "neutralne płciowo". W praktyce oznacza to, że używanie w ofertach pracy nazw zawodów wskazujących na konkretną płeć - takich jak "hydraulik", "sekretarka", "redaktor" czy "barman/barmanka może skutkować wieloma przykrymi konsekwencjami. Pracodawcy będą więc musieli starannie dobierać sformułowania, tak aby spełniały wymóg "neutralności płciowej". Za egzekwowanie nowego prawa jest odpowiedzialna Państwowa Inspekcja Pracy.
O sprawie pisaliśmy w tekście: "Hydraulik" czy "sekretarka" - tak nie będzie można podpisywać ofert pracy. Bo... grzywna! [WIDEO]
Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki wydał w tej sprawie specjalne oświadczenie. Wskazano w nim, że w tym momencie "przepisy nie zawierają wprost sankcji za naruszenie nowych przepisów w ogłoszeniach o pracę".
Jak wyjaśnił, oznacza to, że PIP nie ma podstaw prawnych do nałożenia mandatu na pracodawcę publikującego dyskryminujące płciowo ogłoszenia o pracę.
Brak ogłoszeń "neutralnych płciowo". Jakie kary?
Zdaniem Inspekcji brak sankcji administracyjnych nie oznacza jednak braku konsekwencji prawnych:
– Kandydatka bądź kandydat aplikujący na wolne stanowisko, którzy poczują się nierówno traktowani treścią ogłoszenia o pracę, lub dyskryminowani w trakcie naboru, mogą złożyć pozew do sądu pracy o odszkodowanie
– zaznaczył Stanecki.
Jak dodał, w takim przypadku sąd pracy może przyznać rekompensatę w wysokości nie niższej niż minimalne miesięczne wynagrodzenie za pracę, które w 2026 r. wynosi 4806 zł brutto.
Główny Inspektor Pracy zwrócił jednocześnie uwagę, że kompetencje PIP w tym zakresie mogą się zmienić, gdy do polskich przepisów zostanie implementowana unijna dyrektywa w sprawie równości kobiet i mężczyzn.
– Termin na to mija 7 czerwca b.r. Dyrektywa przewiduje obowiązek wprowadzenia kompleksowych rozwiązań, nie tylko dotyczących treści ogłoszeń o pracę, ale także np. dających pracownikom prawo do pytania o średnie zarobki w ich firmie na podobnych stanowiskach, aby mogli sprawdzić czy ich pensja nie odbiega od średniej
– przekazał Mateusz Rzemek rzecznik prasowy Głównego Inspektora Pracy.
Ogromne kontrowersje
Zmiany od początku budziły kontrowersje wśród pracodawców. Przedstawiciele biznesu zwracali uwagę na brak oficjalnych wytycznych oraz katalogu neutralnych nazw zawodów, co – ich zdaniem – może prowadzić do niejednolitego stosowania przepisów, nieporozumień interpretacyjnych i rozmycia wymagań kompetencyjnych w ogłoszeniach rekrutacyjnych.
Wątpliwości zgłaszali także językoznawcy, którzy podkreślali, że obowiązek stosowania neutralnych nazw stanowisk został nałożony bez dostosowania oficjalnej klasyfikacji zawodów oraz bez wskazania jednolitych wzorców językowych. Ich zdaniem przeniesienie odpowiedzialności za interpretację przepisów na pracodawców może skutkować chaosem terminologicznym, a w konsekwencji sporami prawnymi.