O spór ws. ambasadorów, który toczy się między nim a szefem MSZ Radosławem Sikorskim, prezydent Karol Nawrocki został zapytany w wywiadzie z "Rzeczpospolitą". Czy prezydent jest gotowy wrócić do negocjacji na ten temat? W odpowiedzi padł konkretny warunek.
„Z wicepremierem Sikorskim nie jestem gotów. Dlaczego? Bo rozmowy z nim w sprawie ambasadorów nie mają żadnego znaczenia. Po co mam rozmawiać z ministrem, który nie jest gospodarzem sytuacji? Mogę rozmawiać z szefem ministra Sikorskiego, czyli z premierem Tuskiem. Jeśli pan premier chce wrócić do porozumienia, które nadal leży na stole, jestem gotów”
– powiedział prezydent Nawrocki, dodając, że sam nie zamierza prosić o spotkanie, ale wysyła - udzielając wywiadu - „jasny sygnał”.
Prezydent wskazał, że w polskich placówkach spotyka „świetnych dyplomatów”, jednak nie podpisze ich nominacji, bo chce „rozwiązać problem systemowo”. Podkreślił, że szef MSZ, Radosław Sikorski nie uporządkował tej kwestii także w czasach prezydentury Andrzeja Dudy.
„Chcę (...) zapewnić, że z ministrem Sikorskim podczas dwóch bardzo dobrych, kulturalnych i merytorycznych spotkań ustaliliśmy całą mapę drogową wyjścia z tego kryzysu. Każdy z nas w pewnych kwestiach ustąpił. Porozumienie miało dotyczyć ważnych stolic europejskich i innych ważnych placówek na świecie, z odpowiednim parytetem między rządem a prezydentem. To miał być pierwszy krok i wyraz dobrej woli w sprawie konkretnych stanowisk, który pozwoliłby rozwiązać cały problem. Wszystko było gotowe”
– dodał.
Przydacz: rząd nie chce tego porozumienia
O słowa prezydenta został zapytany dziś na antenie TV Republika Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. "Dojdzie do jakiegoś spotkania prezydenta i premiera w tej sprawie?" - brzmiało pytanie.
W tej sprawie nie ma sensu rozmawiać z panem Sikorskim, bo już raz rozmowy były prowadzone. To było kilka spotkań na różnych poziomach, ale także i na poziomie prezydenta z ministrem. Nie był to żaden deal, ale było porozumienie, tak żeby powrócić do przestrzegania prawa, powrócić do przestrzegania tradycji, pewnych konsultacji wewnętrznych... Były wybrane odpowiednie osoby, odpowiednie placówki, minister Sikorski się zgodził, prezydent Rzeczypospolitej się zgodził i na to wszystko wszedł premier, który nawet moim zdaniem nie pytając o to, jakie placówki, jakie osoby, po prostu zablokował, aby nie było żadnego porozumienia, bo z prezydentem trzeba walczyć, a nie się z nim porozumiewać.
– powiedział prezydencki minister.
Kontynuował: "więc proszę mi powiedzieć, jaki ma sens dzisiaj znowu zawracanie głowy przez Sikorskiego panu prezydentowi czy nam, skoro to nie on podejmuje decyzję. On jest tam tylko takim wykonawcą. To szkoda czasu na rozmowę z tym człowiekiem".
Rząd nie chce tego porozumienia, a jednocześnie atakuje, że: o, nie ma ambasadorów. Sami doprowadzili do tego kryzysu, nie chcą go rozwiązać, jedyne co potrafią, to zrzucać winę na prezydenta. Jeśli wrócą do stołu w tej sprawie, to oczywiście będziemy rozmawiać. Tylko że to już musi być premier Tusk, a nie pan Sikorski.
– podkreślił Przydacz.
Zapytany o to, jak powinien wyglądać ciąg dalszy tej sytuacji, Przydacz odparł: "Premier wysyła, nawet może swoich emisariuszy wysłać, którzy mówią: panie prezydencie, czy do mnie, jesteśmy gotowi o tym rozmawiać, to było dobre porozumienie dla Polski, możemy to zrobić. Ale szczerze mówiąc, niespecjalnie spodziewam się, żeby akurat interes Polski, panu premierowi, stał na pierwszym miejscu. Ma trochę inne wyobrażenie o tym, co jest dla niego najważniejsze".
"Porozumienie jest na stole, zostało wynegocjowane, ale to z premierem trzeba rozmawiać, a nie z ludźmi, którzy nie mają żadnej decyzyjności, którzy są po prostu... nawet nie są podwykonawcami. Tutaj się okazuje, że pan Sikorski żadnej decyzyjności nie ma i okazuje się, że ma niezwykle słabą pozycję polityczną w tym rządzie"
- dodał.
Spór trwa od dwóch lat
Od marca 2024 roku trwa spór na linii resort spraw zagraniczny - Pałac Prezydencki. To wtedy kierownictwo MSZ zdecydowało o zakończeniu misji ponad 50 ambasadorów oraz wycofaniu kilkunastu kandydatur przedstawionych wcześniej do akceptacji przez poprzednie władze resortu. Wywołało to sprzeciw ówczesnego prezydenta - Andrzeja Dudy.
Karol Nawrocki po objęciu urzędu utrzymał twarde stanowisko w tym sporze. Szczególnie wyraźnie sprzeciwia się nominacjom Bogdana Klicha, kierującego placówką w Waszyngtonie, oraz Ryszarda Schnepfa, pełniącego funkcję chargé d’affaires we Włoszech.
Jednak na początku 2026 roku wydawało się, że wielomiesięczny konflikt może wreszcie zostać zakończony. 26 stycznia Karol Nawrocki spotkał się w Pałacu Prezydenckim z Radosławem Sikorskim. Rozmowa trwała około półtorej godziny. Po spotkaniu przedstawiciele MSZ mówili o konstruktywnej atmosferze i sygnalizowali, że obie strony zbliżają się do kompromisu. Dzień później sam Sikorski przyznał, że dostrzega możliwość porozumienia z prezydentem w sprawie obsady ambasad.
Do przełomu jednak nie doszło. We wrześniu 2026 roku Karol Nawrocki ujawnił, że negocjacje były znacznie bardziej zaawansowane, niż wcześniej wynikało z oficjalnych komunikatów. Jak relacjonował, po kilku rundach rozmów z szefem MSZ oraz kontaktach prowadzonych przez współpracowników obu stron udało się wypracować konkretne, spisane porozumienie dotyczące rozwiązania sporu.
Ustalenia nigdy nie zostały jednak wcielone w życie. Prezydent Nawrocki wskazał wówczas, że blokada nie pojawiła się po stronie Radosława Sikorskiego, lecz na wyższym szczeblu rządowym. Mówił, że "jakiś ze zwierzchników ministra Sikorskiego" zdecydował, iż wypracowane ustalenia nie zostaną zrealizowane. Prezydent nie wymienił w tym zdaniu Donalda Tuska z nazwiska, jednak później jego rzecznik Rafał Leśkiewicz wskazał premiera już bezpośrednio.