Kilkadziesiąt osób – mieszkający we Wrocławiu Ukraińcy oraz Polacy – lepi pierogi w świetlicy przy ul. Łaciarskiej, działającej przy cerkwi grecko-katolickiej.
Przed wybuchem wojny na Ukrainie, w świetlicy co niedzielę spotykali się wierni obrządku greckokatolickiego, aby wspólnie zjeść ciasto, skosztować pierogów i napić się kawy czy herbaty. Po rosyjskiej agresji zbierane są tam dary na pomoc walczącej Ukrainie oraz zorganizowano punkt, w którym kilkadziesiąt osób lepi pierogi.
"Po wybuchu wojny z naszymi dziewczynami chcieliśmy zorganizować małe wsparcie i przygotowałyśmy pierogi, aby sprzedać je w sobotę przy cerkwi. Napisałam o tym na prywatnej grupie w mediach społecznościach, okazało się, że pierwszego dnia do lepienia pierogów przyszło 20 osób, a w sobotę przyszło już bardzo dużo ludzi i jeszcze więcej chcących je kupić"
– powiedziała prowadząca świetlicę Halina Czekanowska.
Teraz pierogi lepione są też dodatkowo w kuchni jednej z wrocławskich restauracji, oraz, wkrótce, w jeszcze jednym punkcie w mieście. "Tyle ludzi przychodzi nam pomóc w tej akcji, w tym dużo Polaków" – powiedziała Czekanowska. Do pomocy w przedsięwzięciu zgłosili się też mężczyźni – Ukraińcy, którzy walczyli w 2014 i 2015 r. w Donbasie. "Dziś mam urodziny i w moje urodziny tak dużo osób przyszło, aby pomóc. Życzenie, które sobie stawiam jest jedno, aby w Ukrainie wreszcie zapanował pokój" – powiedziała wzruszona kobieta.
Wrocławianie tłumnie kupują wyroby. Pod świetlicą w wtorkowe południe ustawiała się długa kolejka klientów. „Pieniądze ze sprzedaży przeznaczane są na wsparcie naszych żołnierzy walczących w Ukrainie. Współpracujmy w tej kwestii w cerkwią i Caritasem" – mówiła Czekanowska.
We środę kobiety lepiące pierogi w świetlicy przy ul. Łaciarskiej podczas pracy śpiewały ukraiński hymn.