Wieczorem 23 października ruszył ostrzał artyleryjski, tak zaczęła się druga bitwa pod El Alamein. W nocy piechota i saperzy zaczęli torować przejścia. Po stronie aliantów stało około 195 tysięcy żołnierzy. Niemcy, jak podaje portal dzieje.pl, rozmieścili w piaskach około 445 tysięcy min. Przejście przez nie okazało się trudniejsze, niż zakładano.
Pierwszej nocy przełamania nie osiągnięto, a czołgi utknęły w pyle i zatorach na polach minowych. Mimo to bitwa skończyła się zwycięstwem aliantów, choć VIII Armia straciła około 13,5 tysiąca żołnierzy, zabitych, rannych i zaginionych. Churchill napisał potem w pamiętnikach, że przed Alamein nigdy nie mieli zwycięstwa, a po Alamein nigdy nie ponieśli klęski.
Polak pokonał sześciu brytyjskich konstruktorów
Pod El Alamein trafiło około 500 polskich wykrywaczy min. Mark I ważył około 14 kilogramów, a obsługiwał go jeden człowiek. Urządzenie miało dwie cewki. Gdy zbliżały się do metalu, równowaga między nimi się zaburzała i w słuchawce rozlegał się sygnał.
Autorem był Józef Kosacki, inżynier elektryk z Łap, urodzony w 1909 roku. We wrześniu 1939 roku uczestniczył w uruchomieniu uszkodzonej radiostacji Warszawa II, z której prezydent Stefan Starzyński przemawiał do mieszkańców oblężonej stolicy. Potem trafił na Węgry, uciekł do Paryża, a po upadku Francji do Anglii. Według informacji, jakie podaje Politechnika Warszawska, we wrześniu 1941 roku brytyjskie ministerstwo ogłosiło konkurs na wykrywacz min, a Kosacki zbudował urządzenie w około trzy miesiące i pokonał sześciu brytyjskich konstruktorów. Dziewięciu saperów z trzema polskimi wykrywaczami potrzebowało godziny, by oczyścić przejście długie na 400 metrów i szerokie na dwa czołgi.
W podziękowaniu dostał list od brytyjskiego króla
Wynalazku nie opatentowano. Kosacki przekazał go Brytyjczykom bezpłatnie, a w podziękowaniu dostał list od króla Jerzego VI. Brytyjska armia używała konstrukcji opartych na jego wykrywaczu przez około pół wieku, aż do pierwszej połowy lat 90. W Wojsku Polskim rozwinięto ją później w wersje W-2-P, W-3-P, W-4-P i WM-1.
Kosacki do Polski wrócił wiosną 1947 roku. Do emerytury kierował Zakładem Elektroniki w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku. Zmarł w 1990 roku