Do pożaru składowiska z chemikaliami w Nowinach doszło w niedzielę 19 kwietnia. Spłonęły m.in. beczki z chemikaliami zawierającymi pozostałości po farbach i rozpuszczalnikach.
"Na miejscu wciąż znajduję się ponad 1,6 ton różnych pozostałości po odpadach, to m.in. beczki z płynami. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to liczymy, że do końca wakacji, zanim dzieci pójdą do szkoły, po składowisku nie pozostanie śladu"
– powiedział Tomasz Pleban, wicestarosta kielecki.
Zaznaczył, że przed urzędem jest jeszcze ogłoszenie przetargu. Zanim do tego dojdzie, starostwo musi uzyskać decyzję o tzw. wykonaniu zastępczym, które umożliwi starostwu – zamiast właścicielowi składowiska - posprzątanie pogorzeliska.
"Żeby starosta wydał tą decyzję o wykonaniu zastępczym, musi mieć opinię czterech instytucji: Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, Straży Pożarnej i Sanepidu. Obecnie czekamy na odpowiedź tych instytucji"
– powiedział Pleban.
Zaznaczył, że składowisko jest ogrodzone i zabezpieczone. Po odpadach deszczu woda, która gromadzi się na terenie pogorzeliska, jest odpompowywana do specjalnych zbiorników. "Ma to zabezpieczyć przed tym, aby groźne substancje nie przedostawały się do środowiska" - podkreślił.
Składowisko niebezpiecznych odpadów utworzono sześć lat temu na podstawie zgody wydanej przez starostwo powiatowe. W 2018 roku policjanci i inspekcja ochrony środowiska odkryli, że przechowywane tam odpady są składowane niezgodnie z wydanym pozwoleniem.
Na działce, położonej kilkaset metrów od osiedla domów jednorodzinnych, znajdowało się około 1300 pojemników oraz 960 palet z beczkami.
W badanie sprawy zaangażowana została prokuratura. W toku śledztwa ustalono, że sposób magazynowania odpadów jest niezgodny z warunkami decyzji, a składowane substancje zagrażają zdrowiu i życiu ludzi oraz środowisku.
Właścicielowi firmy odpowiedzialnej za składowanie odpadów - Łukaszowi P. - prokuratura postawiła zarzut składowania odpadów wbrew przepisom ustawy o odpadach, w sposób, który "może zagrozić życiu lub zdrowiu człowieka, jak również skutkować istotnym obniżeniem jakości powietrza i powierzchni ziemi".
Mężczyzna został zobowiązany do usunięcia składowiska. Wytoczono mu również sprawę karną, a w październiku ubiegłego roku P. został skazany na rok i trzy miesiące więzienia. Usunięciem odpadów miało zająć się starostwo powiatowe. Jednak ze względu na brak funduszy odpady nie zostały posprzątane.
19 kwietnia na składowisku doszło do pożaru. Spłonęły m.in. beczki z chemikaliami zawierającymi pozostałości po farbach i rozpuszczalnikach. Akcja gaśnicza trwała 19 godzin.
Konieczna była ewakuacja około 150 mieszkańców, m.in. pobliskiego osiedla domów socjalnych. Przez kilka dni po pożarze w powietrzu przekroczone było stężenie amoniaku.