Te wybory nie będą demokratyczne, a ich przeprowadzenie spowoduje wzrost zachorowań - straszy dalej kandydatka KO.
Wicemarszałek Sejmu podkreślała, że cały czas toczą się rozmowy dot. uniemożliwienia przeprowadzenia wyborów 10 maja, a ona sama rozmawiała na ten temat z b. wicepremierem i liderem Porozumienia Jarosławem Gowinem.
Stwierdziła, że jeśli wybory prezydenckie odbędą się 10 maja, to ich wynik będzie z góry ustalony. Mówiła, że nie można "brać udziału i zachęcać Polaków do uczestniczenia w takiej farsie".
"Nie możemy pozwolić, by jedna osoba zdeterminowana, wbrew opiniom lekarzy, epidemiologów, prawników, nie słuchając Polaków na siłę przeprowadzała te wybory w maju. Wierzę, że opozycja ma takie poczucie, że to jest bardzo ważny moment w historii. Powinniśmy się porozumieć i znaleźć większość do tego, by te wybory nie były w maju"
- powiedziała "Faktowi" Kidawa-Błońska.
Trudno jednak nie łączyć tych wypowiedzi ze spadającym poparciem kandydatki Koalicji Obywatelskiej. Jak wynika z kwietniowego sondażu Kantar, największe poparcie w majowych wyborach uzyskałby Andrzej Duda, na którego zagłosowałoby 59 proc. respondentów. Z kolei kandydatka PO Małgorzata Kidawa-Błońska, mogłaby liczyć na zaledwie 4 proc. poparcia.
Pomimo tych niezbyt optymistycznych statystyk politycy KO wciąż wierzą, że ich kandydatka może wygrać wybory. Nawet ona sama w to wierzy, ale jest jeden warunek - muszą zostać przesunięte.
Jak będą wybory w bezpiecznym dla Polaków terminie i będą Polacy chcieli wziąć udział w tych wyborach, to te wybory wygram
- zapewniła wczoraj w odpowiedzi na pytanie tvp.info Kidawa-Błońska.