Pierwszy prezes Sądu Najwyższego Zbigniew Kapiński zwołał nadzwyczajne Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Sędziowie mają zebrać się we wtorek, by omówić zagrożenia dla porządku konstytucyjnego RP i podjąć uchwały w tej sprawie. Zgromadzenie ma zająć stanowisko wobec sytuacji wokół TK.
Sytuację skomentował w rozmowie z portalem Niezalezna.pl prezes Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski sędzia Łukasz Piebiak. Podkreślił, że takich rzeczy, jak wspomniane zgromadzenie nie zwołuj się bez przyczyny. - Pierwszy prezes był z panem prezydentem w Trybunale Konstytucyjnym, a potem zwołał to zgromadzenie, czyli na pewno wie więcej niż ktokolwiek inny i uznał, że sytuacja jest na tyle poważna, że należy zasięgnąć rady wszystkich sędziów Sądu Najwyższego, a wiadomo że jest to najważniejszy organ sądowy w Polsce, poza oczywiście Trybunałem Konstytucyjnym - stwierdził.
Sędzia Piebiak nie wyklucza działań rządzących wobec Sądu Najwyższego. - Gdybym był takim bandytą jak ci, którzy robią to, co robią po Trybunałem Konstytucyjnym, to pewnie chciałbym mieć jakiś pretekst do ataku na Sąd Najwyższy. Więc być może to, że jeszcze dzisiaj w Sądzie Najwyższym nic widowiskowego się nie dzieje, jest spowodowane tym, że najpierw spróbują wytworzyć podkładkę, żenującą słabą, ale jakąś w postaci jakiejś decyzji tych osób, które uważają się za sędziów Trybunału Konstytucyjnego i wtedy dopiero, mając coś, co pewnie może być nazwane uchwałą, wyrokiem, zarządzeniem, czymkolwiek ale jakiś dokument, sprawiający pozór dokumentu poważnego, urzędowego, bo wydanego przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego, z tym dokumentem wejść do Sądu Najwyższego i go opanować - powiedział.
"Tutaj nie byłbym optymistą, że to się dzisiaj nie wydarzyło, bo ten zamach stanu ma swoją logikę. On trwa już trzeci rok i w piątek przyszedł czas na Trybunał Konstytucyjny, a być może za parę godzin, czy za parę dni, czy za kilkanaście dni przyjdzie czas na Sąd Najwyższy. Dlatego ważne, żeby bronić Trybunału Konstytucyjnego tutaj, bo jeżeli Trybunał Konstytucyjny padnie - w taki czy inny sposób - no to wezmą się za kolejne instytucje. Wezmą się za Sąd Najwyższy, wezmą się za Narodowy Bank Polski i na końcu - albo nie na końcu - ale wezmą się za prezydenta"
– ocenił.
Podkreślił, że TK to nie budynek, a legalni sędziowie. - Tych siedmiu legalnych sędziów wydało oświadczenie, że stoją za swoim prezesem i za swoim wiceprezesem murem, nie przyjmują do wiadomości poczynań pani Anny Korwin-Piotrowskiej nie uważają ją za sędziego, nie uważają tego, co się ma dzisiaj wydarzyć, za zgromadzenie ogólne sędziów Trybunału Konstytucyjnego i tak być powinno - stwierdził.
"No jest ta dwójka sędziów trybunalskich - Będkowska i Szostek - którzy współdziałają z uzurpatorami, ale nadal to jest tylko dwóch legalnych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zresztą od niedawna, no i takich, którzy być może nie zasługują na to, żeby być sędziami, ale to już ewentualnie postępowanie dyscyplinarne kiedyś może doprowadzić do tego, że zostaną usunięci z tego urzędu"
– powiedział.
Sędzia Piebiak odniósł się także do doniesień o możliwej próbie działań wobec innego organu konstytucyjnego - Narodowego Banku Polskiego. Chodzi o próbę odsunięcia prezesa NBP Adama Glapińskiego. Nasz rozmówca podkreślił, że kadencja prezesa jest nienaruszalna.
"Z tego co pamiętam, były usunięcia pana prezesa pod hasłem Trybunału Stanu, który miałby się zająć poczynaniami pana prezesa. Tam jest zdaje się wniosek stosowny złożony, ale pewnie też pojawił się jakiś pomysł dotyczący wykorzystania Trybunału Konstytucyjnego do tego. Nie sądzę, żeby legalnie sędziowie Trybunału Konstytucyjnego przyłożyli rękę w jakimkolwiek zakresie do pozbawienia Polaków niezależnego Banku Centralnego"
– powiedział.
Zwrócił uwagę, że w najbliższych dniach kończą się kadencje członków zarządu NBP, a co za tym idzie ich liczba spadnie poniżej ustawowego minimum.
Odniósł się także do informacji z dziś, że premier Donald Tusk złożył kontrasygnatę pod propozycjami nowych członków zarządu NBP. - Na ile jest to wiarygodne? Dotychczas pan premier nie był znany jakoś specjalnie z dotrzymywania słowa i prawdomówności. Więc, jak ten niewierny Tomasz, jak zobaczę, to uwierzę. Na razie jakoś tak, jak wielu innych Polaków nie ufam deklaracją pana premiera Donalda Tuska. Gdyby to się stało, to dobrze. Jeden z frontów zostałby zażegnany, przynajmniej czasowo. Ale jak to będzie? Zobaczymy - powiedział.