Dziś Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli zdecyduje, czy Adam Borowski, szef warszawskiego Klubu "Gazety Polskiej" trafi za kratki w związku z krytyką posła KO, Romana Giertycha. W sądzie na ul. Kocjana w Warszawie pojawiła się duża grupa zwolenników Borowskiego - członków Klubów "GP" i Ruchu Obrony Granic. Sąd wysłuchał Adama Borowskiego, a o 10.30 ma wydać decyzję.
- Prokurator wspierał nasze wnioski, ujawnienie jego nazwiska teraz chyba może mu zaszkodzić, ale rzeczywiście prokurator nie oponował wnioskowi o zawieszenie tego postępowania ze względu na procedurę pana prezydenta ws. aktu łaski. Ponieważ obrona stoi na stanowisku, że procedura jest powszechnie znana i jakiekolwiek orzekanie w tym czasie, gdy pan prezydent jeszcze nie zadecydował w tej sprawie jest deprecjacją art. 139 Konstytucji RP. Sąd niestety oddalił ten wniosek mimo postawy prokuratury. To bardzo niepokojące - mówił w rozmowie z mediami mec. Wąsowski.
- Sąd dążył do tego, by tę sprawę dzisiaj pożegnać. Złożono wnioski dot. sytuacji osobistej pana Adama - dodał.
- Zdarzył się też na sali incydent, co nas zaniepokoiło i zaskoczyło. Pełnomocnik pokrzywdzonego, Romana Giertycha, pojawił się na tej sali, choć nie jest stroną. Nie wiadomo, czy nie wiedział tego i nie zna przepisów prawa, że pokrzywdzony nie jest stroną w postępowaniu wykonawczym, czy wiedział i chciał wywrzeć jakiś nacisk na sąd, zdenerwować mojego mandanta. To zdumiewające. Sąd udzielił pewnej lekcji z przepisów kpk panu pełnomocnikowi i kazał mu opuścić salę
- powiedział mecenas.