Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Grabarz budżetu państwa wicepremierem? Tuska może to słono kosztować

„Donald Tusk przejechał kijem po prętach i zostawił z tym Karola Nawrockiego” – tak zapowiadany awans ministra finansów Andrzeja Domańskiego na wicepremiera mają komentować w kuluarach politycy Koalicji Obywatelskiej. Dałoby się to zrozumieć, gdybyśmy opisywali przedszkolaków w piaskownicy, zachwyconych, że ich ukochany herszt w krótkich spodenkach rozwala nóżką zamki z piasku. Ale mówimy o ludziach, którzy odpowiadają za polskie państwo i losy milionów swoich rodaków. I chcą zrobić grabarza budżetu państwa wicepremierem!

Arytmetyka sejmowa w sprawach tak dużej wagi z reguły jest nieubłagana: jeśli rząd ma większość, wygrywa głosowania o wotum nieufności lub wotum zaufania. Tak było również w przypadku środowego wotum nieufności dla ministra finansów Andrzeja Domańskiego – po burzliwej debacie wniosek Prawa i Sprawiedliwości został odrzucony. Donald Tusk doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że wizerunkowo problem jest dla jego rządu poważny – a to w całej sprawie obchodzi go najbardziej. Dlatego zastosował typowy dla siebie manewr: odpowiedział jeszcze ostrzejszą zagrywką i nominował szefa resortu finansów na wicepremiera, bo to podobno świetny fachowiec i znakomicie sprząta bałagan po poprzednikach. Choć te porządki coraz bardziej przypominają puentę starego kawału: „operacja się udała, tylko pacjent zszedł”.

„Tusk pociągnął prętem po klatce”

Donalda Tuska, chwalą rzecz jasna politycy Koalicji Obywatelskiej. Anonimowy polityk rządzącej formacji miał opowiadać „Gazecie Wyborczej”: „Tusk pociągnął prętem po klatce, PiS leciał z wotum nieufności, szalał, że czas odwołać najgorszego ministra, a Tusk wystąpił o awans i wyjechał do Indii. A ci, co zostali, snują analizy, nakręcają się i zgadują, co dalej. Kierownik w dobrej formie”. Byłoby to śmieszne, gdyby nie było straszne. Jeśli to prawdziwa wypowiedź, to mentalność polityków KO nie wykracza poza standardy przedszkolnej piaskownicy: świadectwem politycznego geniuszu naszego kieszonkowego Bismarcka ma być fakt, że wicepremierem chce zrobić człowieka, za którego czasów dziura budżetowa rośnie do niebotycznych rozmiarów, agencje ratingowe obniżają Polsce notowania, a wydatki na cele społeczno-gospodarcze są wyraźnie cięte. Sprawy, które dotyczą naprawdę dramatycznych perspektyw dla milionów Polek i Polaków (w tym samym czasie bezrobocie idzie w górę, ceny życia rosną, inflacja znów daje o sobie znać), dla polityków KO zasługują jedynie na skwitowanie: „Tusk pociągnął prętem po klatce”. Na miejscu ancymonów z partii rządzącej zastanowiłbym się, kto ich zdaniem odgrywa rolę tygrysa w klatce. I czy jej pręty naprawdę dobrze trzymają. Bo coraz bardziej rozwścieczonym na władzę zwierzęciem nie jest wcale PiS, lecz miliony wyborców. 

Koalicja Obywatelska może się pocieszać, że z pomocą mainstreamowych ośrodków opinii do przyszłorocznych wyborów dopełznie jako lider sondaży. Ale notowania rządu są coraz gorsze. A polityka „prętem po klatce” łatwo może się obrócić przeciw temu, komu się wydaje, że trzyma kij. Szczególnie gdy zwiędła mu marchewka. Jeśli politykę sprowadza się do show, można się mocno przejechać, gdy komunikat ministerstwa finansów do pozostałych resortów brzmi coraz częściej: „pieniędzy nie ma i nie będzie”. A twarzą tej „radosnej nowiny” ma zostać wicepremier rządu Andrzej Domański, czyli polityk, dla którego nawet ciężko chorzy pacjenci są tabelką w Excelu. Nie przesadzam ani na jotę – tajemnicą poliszynela jest, że Ministerstwo Zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia tną wydatki jak leci na życzenie tandemu Tusk-Domański.

Finansowy alert w głowach wyborców

Niemal trzy lata po przejęciu władzy przez trzynastogrudniową koalicję jest już jasne, że rządzący złamali znakomitą większość swoich solennych przedwyborczych obietnic. A że nadchodzą wybory, nasi milusińscy „demokraci” coraz bardziej idą w „obyczajówkę”: zaproponowane przez rząd rozwiązania dotyczące aborcji i LGBT mają przekonać część elektoratu, że warto znów popełnić błąd z 15 października 2023 r. i ponownie zagłosować na ekipę Donalda Tuska. Zapewne nabierze się na to część „julkowego” elektoratu, szczególnie lepiej sytuowanego. Ale znakomita większość ludzi w Polsce to jednak tacy, którzy doskonale widzą, że za obecnej władzy w kraju znów robi się coraz gorzej. Nie da się wszystkiego usprawiedliwić wydatkami na obronność, szczególnie gdy poważnie chorzy pacjenci bardziej się boją, że nie będą mieli gdzie i za co się leczyć, a ludzie wysyłani na bruk albo pozbawiani własnych małych biznesów mają tu i teraz znacznie większe problemy niż kompulsywnie rozsyłane przez władzę alerty RCB. Alerty, które – notabene – w obecnej formie stają się ni to formą nękania, ni to stępiania czujności mieszkańców wschodnich regionów Polski. To wszystko, gdy zwykłym ludziom w głowie brzmi zupełnie inny alert: „rosnące ceny opału przed zimą”.

Ktoś powie, że Polacy i Polki przywykli do tego, że państwo nie działa i trzeba radzić sobie samemu. To nie jest już prawda: wiem, że także wśród tzw. narodowych liberałów szerzy się myśl, że jak kiedyś obejmą władzę, to pozabierają „pisowski socjal” komu się da. Zapewniam, że byłaby to ich ostatnia kadencja przy władzy: finansowe tąpnięcie byłoby zbyt duże dla nadto licznej grupy wyborców. Poza tym duża część ludzi przywykła, że państwo również jest od tego, by poprawiać standard życia zwykłych obywateli, a nie tylko po to, żeby hojnie dokarmiać tzw. elity. Szkoda, że nawet PiS sprawia wrażenie, jakby zapomniało o tym, że program Kolej+ jest jednym z lepiej przyjętych i oczekiwań rozwiązań infrastrukturalnych. W jeszcze większym stopniu dotyczyło to CPK. 

Nominacja dla Domańskiego? Kpina z ludzi

Dla milionów Polek i Polaków po 2015 r. stało się jasne, że we własnym kraju to właśnie im może być lepiej: że bezrobocie może być coraz niższe, pensje mogą zdecydowanie rosnąć, młodzi mogą liczyć na podatkowe ulgi, a mniej zamożni seniorzy mogą liczyć na systemowe wsparcie. Pandemia i wojna Rosji przeciw Ukrainie zabrały niestety wiele szans dla zwykłych ludzi – dostaliśmy w zamian rządy liberałów i postkomunistów, którym spinają się w budżecie przede wszystkim wydatki na samych swoich. Mainstreamowe media dość skutecznie studzą emocje w tych sprawach, rządzący próbują przekierować emocje na antypisowskie seanse nienawiści, ale taka strategia może zawieść. Dlaczego? Bo choćby tuskowa nominacja dla Andrzeja Domańskiego na wicepremiera może zostać odebrana jako ostentacyjna kpina z ludzi. To, co politycy KO mają odbierać jako udaną złośliwość „kierownika” wobec PiS, wyborcy mogą potraktować jako powód do gniewu i szyderstw: „hej, spójrzcie, drugim po Tusku w rządzie został facet, który nam wszystkim odejmuje od ust”. I to nie jest publicystyczna przenośnia: warto zwrócić uwagę, jak wrze w środowisku samorządowców, szczególnie tych z mniejszych i mniej zamożnych miejscowości. Oni doskonale zdają sobie sprawę, niezależnie od politycznych sympatii i antypatii, że obecny rząd szuka oszczędności ich kosztem, kosztem ich lokalnych wspólnot. Doskonale wiedzą, że np. resort zdrowia ignoruje ich oczekiwania na zlecenie resortu finansów.

Podobno w Koalicji Obywatelskiej zastanawiają się, czy Karol Nawrocki podpisze awans dla Andrzeja Domańskiego. I ponoć nie mogą się nacieszyć myślą, że to „strrraszliwa zagwozdka” dla prezydenta Polski i PiS. Na miejscu głowy państwa nie wahałbym się ani chwili. Wicepremier Domański, prawa ręka Donalda Tuska – grabarz budżetu. Mówiąc językiem władzy, która rządzenie pomyliła z politycznym marketingiem: „co za temat na mem!”. I jaki prezent dla opozycji.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska