Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Dzieci z ukraińskich domów dziecka w Białymstoku

Do Białegostoku w piątek nad ranem przyjechała grupa ponad dwudziestu dzieci z ukraińskich domów dziecka wraz z opiekunami - poinformowano na konferencji prasowej. Dzieci są z placówek w miejscowości Kramatorsk i Dnipro, mają od 3 do 18 lat.

Autor:

Jak powiedział zastępca prezydenta Białegostoku Przemysław Tuchliński, o godzinie 2 nad ranem przyjechała do Białegostoku grupa 28 osób: 22 dzieci i sześciu opiekunów. "To jest pierwsza taka duża grupa uchodźców. To są dzieci, które są z ukraińskich domów dziecka" - mówił.

Dodał, że liczba dzieci, która ma przyjechać, ciągle się zmieniała. Jeszcze w czwartek władze miasta podawały, że będzie ich 40, ostatecznie przyjechało ponad 20 podopiecznych domów dziecka.

Tuchliński powiedział, że dzieci wraz z opiekunami zamieszkały w przygotowanym budynku, gdzie działał dom dziecka. Dodał, że miejsce zostało wyposażone w niezbędne urządzenia, meble, łózka, materace. Mówił, że przygotowano też wsparcie tłumaczy i psychologów.

Zastępca prezydenta Białegostoku Zbigniew Nikitorowicz, który koordynował akcję przyjazdu dzieci, mówił, że zgłosiła się do miasta z zapytaniem organizacja Happy Kids o możliwość przyjazdu dzieci z domów dziecka ewakuowanych ze wschodniej Ukrainy. Dodał, że była błyskawiczna decyzja, by uruchomić niedziałający już dom dziecka w mieście. Mówił, że w ciągu kilku dni miejsce dla dzieci zostało przygotowane.

Nikotorowicz powiedział, że obecnie obiekt może przyjąć ok. 50 osób i będą tam kierowani kolejni mali uchodźcy z takich placówek. Zaznaczył, że docelowo będą tworzone tym dzieciom domowe warunki.

Mówił, że w piątek rano odwiedził dzieci. "Są one w dobrym stanie fizycznym i psychicznym, zwłaszcza u tym małych dzieci szybko pojawił się na ich twarzach uśmiech" - powiedział. Dodał, że starsze dzieci pytały np. o dostęp do internetu i - jak zapewnił - będzie on tam uruchomiony. Powiedział też, że dzieci przyjechały tak naprawdę z niczym, "z plecaczkami", ale - jak podkreślił - podstawowe artykuły mają zapewnione.

"Prosiłbym o jedną rzecz, żebyśmy nie robili niczego tak ad hoc, od razu, spontanicznie" - zaapelował dyrektor Centrum Obsługi Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Białymstoku Marek Iwanowicz. Mówił, że teraz jest czas, by się zorientować, jakie potrzeby mają te dzieci i wtedy będzie prośba o przynoszenie tych rzeczy, żeby - jak dodał - aby ta pomoc była celowana. Obecnie poszukiwane są np. laptopy i smartfony.

Zaapelowano też, by nie odwiedzać dzieci, bo - jak podkreślono - potrzebują one spokoju, odpoczynku i snu.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej