W ocenie Dulkiewicz przeprowadzenie wyborów 10 maja jest niemożliwe do zorganizowania. "W warunkach społecznej kwarantanny zorganizowanie i przygotowanie wyborów 10 maja byłoby złamaniem prawa" - powiedziała podczas wideokonferencji prezydent Gdańska. "To narażanie i igranie ze zdrowiem i życiem ludzi, którzy, na co dzień zajmują się prowadzeniem ewidencji ludności i obsługą informatyczną urzędu miejskiego oraz podległych mu jednostek" - dodała.
Zaznaczyła, że przeprowadzenie wyborów to praca kilkuset osób, które muszą odpowiadać m.in. za przygotowanie lokali wyborczych czy uruchomienie systemu informatycznego. W jej opinii nauka obsługi takiego systemu wymaga złamania przepisów wprowadzonych na czas stanu epidemii w Polsce. Prezydent Gdańska domaga się też wyjaśnienia, kiedy i w jakiej formule mają być zorganizowane niezbędne szkolenia dla członków obwodowych komisji wyborczych dotyczące procedur związanych z wyborami.
"Dzisiaj w Gdańsku mamy do powołania 202 obwodowe komisje wyborcze, co oznacza około 2000 osób niezbędnych do pracy w komisjach. Muszą one przejść odpowiednie szkolenia, w których udział brałoby jednorazowo nawet po 300 osób. Nie wiem, jak w świetle nowych obostrzeń te szkolenia miałyby odbyć"
– mówiła.
Wskazała również na problemy związane z organizacją głosowania korespondencyjnego. W noweli specustawy ws. koronawirusa, wprowadzona została zmiana w Kodeksie wyborczym umożliwiająca głosownie korespondencyjne również osobom znajdującym się w kwarantannie w związku z koronawirusem oraz osobom powyżej 60. roku życia. Do tej pory mogły w ten sposób głosować tylko osoby niepełnosprawne.
Dulkiewicz przypomniała, że w wyborach parlamentarnych, które odbyły się 13 października 2019 r., w głosowaniu korespondencyjnym w Gdańsku udział wzięło ok. 70 osób, a przez pełnomocnika ponad 200. Zwróciła uwagę, że po zmianach głosowanie korespondencyjne w Gdańsku mogłoby dotyczyć ponad 120 tys. osób.
"Trzeba sobie postawić zasadnicze pytanie, kto miałoby zająć się organizacją całej obsługi głosowania korespondencyjnego, związanego nie tylko z przygotowaniem pakietów wyborczych, ale także ich wysyłką, dostarczeniem, potwierdzeniem odebrania, a następnie odebraniem głosu oddanego korespondencyjnie. Te wszystkie czynności muszą być wykonane przez pewnie kilkaset osób i jak w sytuacji tych kolejnych ograniczeń związanych z epidemią koronawirusa je zrealizować?"
– pytała Dulkiewicz.
Prezydent Gdańska odniosła się również do słów wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego (PiS), który zapytany w poniedziałek w Radiu Kraków, co myśli o deklaracjach niektórych samorządowców, zapowiadających, że nie podpiszą zarządzeń wskazujących osoby odpowiedzialne za pracę przy majowych wyborach, odparł, że "samorządy też są częścią władzy państwowej". Dodał, że taka decyzja grozi konsekwencjami - utratą stanowiska i wprowadzeniem do miasta komisarzy.
"To nie jest tak, że samorząd może sobie działać poza prawem obowiązującym w Polsce. Oczywiste jest, że są odpowiednie przepisy, które umożliwiają postępowanie wobec takich osób, które zechcą ustawić się ponad prawem, czy poza prawem, łącznie z możliwością wyznaczenia komisarzy"
- podkreślił szef klubu PiS. "Więc niech ci samorządowcy, którzy teraz tak buńczucznie zapowiadają, że złamią prawo i uniemożliwią wybory - niech się liczą z tym, że stracą swoje stanowiska" - oświadczył.
Jak powiedziała Dulkiewicz, nie ma zamiaru uginać się przed straszeniem komisarzem wyborczym.