W Sądzie Okręgowym w Warszawie toczy się proces, w którym na ławie oskarżonych zasiada dziewięciu mężczyzn (większość z nich przebywa w areszcie) z zarzutami przynależności do zorganizowanej grupy przestępczej i poważnych przestępstw narkotykowych. A właściwie powinien się toczyć, bo postępowanie zostało sparaliżowane, wskutek politycznej ingerencji w wymiar sprawiedliwości.
Ten sam wniosek, różne decyzje
Sytuacja jest wprawdzie złożona i wielowątkowa, ale doskonale obrazuje chaos, jaki zapanował w wymiarze sprawiedliwości. Spróbujemy przedstawić ją w przystępny sposób, choć nie obejdzie się bez kilku dat i sygnatur – niezbędnych do uporządkowania kluczowych faktów.
Wskutek losowania referentem sprawy (XVIIIK 128/24) została sędzia Maja Minkisiewicz, ale proces na dobre się nie rozpoczął, a już powstał problem.
W październiku 2024 r. główny oskarżony Piotr P. zażądał wyłączenia przewodniczącej składu orzekającego - rozpoznający wniosek sędzia (na delegacji) Marcin Kosowski uznał go za niezasadny. Minął jednak zaledwie tydzień i ten sam sędzia – analizując dokładnie ten sam wniosek Piotra P. zarejestrowany nawet pod tą samą sygnaturą (oczywiście, padło hasło „neo-KRS”) - postanowił go uwzględnić. Wyłączył Minkisiewicz. Jak się wkrótce okazało, ta decyzja miała fatalne konsekwencje.
Najpierw jednak sprawa została ponownie rozlosowana i trafiła do referatu sędziego Radosława Lenarczyka (zmieniła się też sygnatura VIIIK 239/24). Wtedy jeszcze mającego pełen wpływ spraw karnych, choć od blisko roku jest zesłany – jak wielu doświadczonych karnistów szykanowanych przez obecną władzę - do sekcji nazywanej „orzeczniczym gettem”.
W warszawskim sądzie toczyło się drugie postępowanie przeciwko m.in. Piotrowi P. (sygn. XVIIIK 312/24), w którym również miała orzekać s. Minkisiewicz, ale sytuacja się powtórzyła: wniosek oskarżonego o jej wyłączenie został uwzględniony. Odnotowujemy to z kronikarskiego obowiązku, bo później ta sprawa i tak została „wchłonięta” przez główny proces przeciwko oskarżonym o narkotykowe przestępstwa.
SN uchylił wyłączenia
Minkisiewicz zwróciła się do Sądu Najwyższego, wskazując, iż subiektywna ocena uchwały Krajowej Rady Sądownictwa nie może być podstawą do kwestionowania niezawisłości i bezstronności sędziego. Pięcioosobowy skład Izby Karnej SN przyznał jej rację - orzeczeniem z 8 października 2025 r. uchylono wyłączenie.
Sąd Najwyższy podkreślił, że postanowienie naruszało nie tylko przepisy ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych, ale i Konstytucję RP, na mocy których niedopuszczalne jest „ustalanie lub ocena przez sąd powszechny lub inny organ władzy, zgodności z prawem powołania sędziego lub wynikającego z tego powołania uprawnienia do wykonywania zadań z zakresu wymiaru sprawiedliwości”.
Podobny skutek przyniosło odwołanie od drugiego wyłączenia; także w tym przypadku SN uchylił postanowienie sądu okręgowego, ale jak wspomnieliśmy, to postępowanie i tak zostało połączone z głównym procesem.
„Sytuacja pozornie wydawała się prosta, Minkisiewicz wraca do orzekania ws. narkotykowego gangu. Tak się jednak nie stało, zamiast tego doprowadzono do gigantycznego chaosu”
– słyszymy od jednego z prawników.
Jego źródłem było seria decyzji osób zarządzających obecnie Sądem Okręgowym w Warszawie.
Nie, bo nie
Na początku listopada 2025 r. s. Lenarczyk wydał zarządzenie o pilnym przekazaniu akt s. Minkisiewicz, bo – jak podkreślił – w związku z postanowieniem Sądu Najwyższego, przestał być referentem.
Ale już następnego dnia wiceprezes ds. karnych, s. Aneta Obszyńska-Małocha uznała, że „nie ma podstaw prawnych do zmiany aktualnego referenta, wyłonionego zgodnie z prawidłowo przeprowadzonym losowaniem”. Przywołała również fakt, że zakres obowiązków Minkisiewicz „nie przewiduje rozpoznawania spraw K, poza sprawami o wyrok łączny”; ma to związek z przeniesieniem do wspomnianej już sekcji . Dlaczego to zaskakujące? Bo w identycznej sytuacji jest przecież Lenarczyk.
Z kolei pełniąca obowiązki prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie s. Beata Najjar (zajmuje stanowisko, choć nie ma zgody KRS na dalsze orzekanie po osiągnięciu wieku przejścia w stan spoczynku) skomplikowany problem prawny, skwitowała niemalże „nie, bo nie”.
„Zapoznawszy się ze stanowiskiem sędziego stwierdzam, że nie ma podstaw do zmiany sędziego referenta”
– napisała Najjar.
Gdzie się odbędzie proces?
To jednak nie koniec. 18 listopada, na rozprawie w procesie przeciwko Piotrowi P. i pozostałym oskarżonym, wydane zostało postanowienie o wystąpieniu do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy do rozpoznania innemu równorzędnemu sądowi.
„Ze względu na dobro wymiaru sprawiedliwości”- podkreślono.
Wskazując, że zgodnie z orzeczeniem SN, to sędzia Minkisiewicz jest referentem sprawy przeciwko narkotykowemu gangowi, a wcześniejsze postanowienia o jej wyłączenie nie istnieją w znaczeniu prawnym.
„Uniemożliwienie przez organy sądu rozpoznania sprawy przez prawidłowy skład sądu (…) w sposób oczywisty w odbiorze zewnętrznym (społecznym) musi zostać uznane jako złamanie (…) prawa do rzetelnego procesu przez niezawisłego sędziego, niezależny sąd” – stwierdzono w uzasadnieniu.
I jeszcze jedno: „wskazanie przez prezesa/wiceprezesa sądu w trybie administracyjnym innego sędziego, jako sędziego referenta w istocie (…) stanowiło „ręczne sterowanie” składami sędziowskimi. Sytuacja taka jest niedopuszczalne w świetle obowiązujących przepisów”.
Zaakcentowano, że kierownictwo Sądu Okręgowego w Warszawie ignoruje orzeczenia SN: „W konsekwencji dobro wymiaru sprawiedliwości zostało w sposób realny i rzeczywisty zagrożone, a w tutejszym sądzie brak jest warunków do obiektywnego rozpoznania niniejszej sprawy”.
Sędzia z przeszłością
Akta od blisko miesiąca są w Sądzie Najwyższym. Jak ustalił portal Niezalezna,pl, nie ma jeszcze wyznaczonego terminu posiedzenia, ale wiadomo, kto będzie orzekał. To sędzia Waldemar Płóciennik, który pierwsze powołanie otrzymał jeszcze w PRL, od komunistycznej Rady Państwa. Jak niedawno przypomniała „Gazeta Polska”, były członek PZPR, który skazał w latach 80. Zofię Pietkiewicz, uczestniczkę antykomunistycznej manifestacji za „znieważenie funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej”.
Z kolei pod koniec grudnia portal Niezalezna.pl ujawnił, że Płóciennik był w składzie orzekającym, który uchylił prawomocny wyrok skazujący zwyrodnialca gwałcącego 6-letnią wnuczkę - bez merytorycznego rozpoznania sprawy, a jedynie z powodu politycznej przepychanki dotyczącej statusu Krajowej Rady Sądownictwa.
Teraz Płóciennik ma rozstrzygnąć problem, który jest wynikiem bałaganu zafundowanego przez ministrów Adama Bodnara i Waldemara Żurka i ich nominatów.
A wyrok i tak uchylą!
I największy paradoks – zarządzający Sądem Okręgowym w Warszawie upierają się, wbrew postanowieniom Sądu Najwyższego, aby w procesie przeciwko m.in. Piotrowi P., orzekał sędzia Radosław Lenarczyk. Ten sam, którego od wielu miesięcy szykanują odsuwając od udziału w najpoważniejszych sprawach karnych i nazywają „neo-sędzią”
Już teraz nie jest żadną tajemnicą, że wyrok, który w przyszłości zapadnie – bez względu na jego treść i uzasadnienie – zostanie uchylony przez „obrońców praworządności” w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie. Jak setki innych orzeczeń. Ze względu na „bezwzględną przyczynę odwoławczą”.
A oskarżeni o poważne przestępstwa narkotykowe zapewne ze śmiechem przyglądają się tej sytuacji…