Jak powiedział rzecznik prasowy Straży Miejskiej Waldemar Forysiak, od początku trwania epidemii strażnicy prowadzą działania we wrocławskich urzędach miejskich, gdzie mierzą pracownikom i interesantom temperaturę oraz pilnują, aby osoby oczekujące na wejście utrzymywały wymagany dystans społeczny. "Wyrywkowo natomiast kontrolujemy komunikację miejską - tramwaje i autobusy oraz sklepy, zwłaszcza te w centrum miasta" – wyjaśnił.
Rzecznik dodał, że codziennie w działaniach tych bierze udział kilkudziesięciu strażników. "Straż miejska na bieżąco analizuje sytuację i w związku ze zwiększoną liczbą zachorowań na Covid-19 bierze pod uwagę zwiększenie ilości kontroli" – powiedział rzecznik.
Jak zauważył, wśród mieszkańców Wrocławia są osoby, które nie utrzymują zalecanego dystansu społecznego oraz nie używają maseczek. "Te osoby bagatelizują zagrożenie, a zwracanie im uwagi przez strażników chcą obracać w żart" – mówił.
Forysiak wyjaśnił, że strażnicy miejscy w większości przypadków zwracają tym osobom uwagę na konieczność przestrzegania zaleceń dotyczących Covid-19. Niektóre osoby są legitymowane i pouczane. Mandaty – jak mówił – nakładane są w ostatnim okresie sporadycznie.
"Mandaty były nakładane w pierwszej fazie obostrzeń. Było ich kilka dziennie w kwocie od 100 do 500 zł. Dotyczyły one głownie nieprzestrzegania zakazu wchodzenie do parków, utrzymywania dystansu społecznego oraz noszenia maseczek. Często połączone były z lekceważącym podejściem osób karanych i czynami zabronionymi - np. spożywaniem przez te osoby alkoholu. Kiedy nastąpiło luzowanie obostrzeń strażnicy w większości pouczali osoby naruszające jeszcze istniejące nakazy dotyczące Covid-19"
– powiedział rzecznik.
Zwrócił też uwagę, że jest wiele osób, które same stosują się do zaleceń i w sytuacji zwracania przez strażników uwagi osobom naruszającym przepisy - reagują pozytywnie popierając takie kontrole.